1 kwietnia

Uncategorized

Dopiero całkiem niedawno zacząłem myśleć o tym wszystkim, co dzieje się pod „brandem” Poznaj Psychodeliki jak o kampanii społecznej/politycznej. Wszystko zaczęło się przecież od tego, że chciałem  znaleźć sposób na wyrażenie tego, co myślę na temat medycznego potencjału LSD, Ayahuasci czy grzybów. I poważnego wkurwa, że te rzeczy są „nielegalne”.

Wpadł mi w związku z tym pewnego dnia pomysł na kanał na YouTubie. Nie wiedziałem nic o nagrywaniu filmów, ale temat wydał mi się tak istotny, że postanowiłem spróbować mimo wszystko. Mimo koszmarnych początków odzew był pozytywny. Dużo lajków i ludziom się podoba. Po jakimś czasie doszedł więc jeszcze profil na Facebooku i ten blog. Wokół mojego psychodelicznego przesłania dla świata zgromadziło się parę tysięcy osób.

Jak na to wszystko patrzę z perspektywy ok 1,5 roku kiedy opublikowałem pierwszy film, to myślę – spoko. Udało mi się w końcu nagrać kilka materiałów, napisać parę tekstów, czy przeprowadzić wywiady z ludźmi, którzy mają na temat narkotyków coś ciekawego do powiedzenia. I mógłbym pewnie się tu zatrzymać i stwierdzić, no fajnie ale teraz czas na co innego. Albo mógłbym docisnąć gaz i zobaczyć, gdzie to nas doprowadzi. I chyba wolę drugą opcję.

Powiem Wam, że z jednej strony rodzi się w mojej głowie pomysł na przełożenie tej naszej wspólnie gromadzonej energii na realne działania polityczne, z drugiej coraz częściej zdarza mi się cieszyć zwykłą „sztuką dla sztuki”. Tworzeniem tych materiałów dla samego faktu tworzenia czegokolwiek. I to właśnie dlatego, żeby pomóc sobie samemu kultywować ten stan ducha, postanowiłem pisać o moich zmaganiach z kampanią Poznaj Psychodeliki na tym blogu. To w końcu mogłoby być miejsce nie tylko na dopieszczone artykuły, ale też na wylewanie przed Wami mojego codziennego potu i łez. Backstage kampanii. Miejsce do dyskusji i kontaktu i interakcji poza fejsbukiem i youtubem. Taka przestrzeń bez insta filtra.

Dobry pomysł?

PP

Min. Zdrowia: „Znamy badania, w których grzyby leczą depresję”

Uncategorized

Pamiętacie naszą petycję w sprawie uwolnienia grzybów psylocybinowych z więzienia obecnych regulacji prawnych? Po kilku tygodniach z Ministerstwa Zdrowia przyszła odpowiedź. Poniżej moja analiza kluczowych fragmentów.

Pełna odpowiedź na petycję z Departamentu Zdrowia Publicznego MZ – kliknij tutaj!

1.0.png

„Polskie regulacje są zgodne z konwencjami ONZ”

Pierwszy wątek poruszany w liście, który otrzymałem od Pani dyrektor Departamentu Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia, dotyczy nie tyle samych grzybów psylocybinowych, co fundamentów polskiego prawa, które w swoim duchu jest zgodne z wytycznymi konwencji ONZ z 1971 roku.

Problem polega na tym, że ta konwencja nigdy nie powinna powstać.

Wspomniana Konwencja to archaiczny dokument, przepchnięty przez ONZ z przesłanek ideologicznych, który doprowadził do większej ilości szkód, niż pożytku dla zdrowa publicznego. Błędne są jej założenia, w myśl których prohibicja m.in. psychodelików i wielu innych grup substancji psychoaktywnych miałaby chronić zdrowie i życie obywateli.

Jak jest w praktyce?

W wyniku stosowania zapisów tej Konwencji, same tylko Stany Zjednoczone wydały już nieskromne 51 000 000 000 (miliardów) dolarów na tzw. „walkę z narkotykami”, a mimo to nie spadła liczba osób korzystających z różnego rodzaju substancji, ani też liczba uzależnionych. Wręcz przeciwnie – stale rosną koszty finansowe i społeczne wynikające z prohibicji [źródło: Drug War Statistics]. Nie trzeba chyba dodawać, że wszystko to, to woda na młyn narkotykowej mafii. Jakby tego było mało, to zapisy tej Konwencji, w myśl których zakazuje się używania praktycznie wszystkich substancji psychoaktywnych poza alkoholem i nikotyną, są w oczywisty sposób sprzeczne z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka, na fundamentach której powstała Organizacja Narodów Zjednoczonych. Nie mówiąc już innym skutku ubocznym – masowym alkoholizmie Polaków. Wbrew powszechnej opinii publicznej, podział substancji, wg. linii legalne / nielegalne nie ma nic wspólnego z ich wpływem na zdrowie. Przykład: nielegalna marihuana, która nie zabiła nikogo i legalny tytoń uśmiercający miliony każdego roku.

Screen+Shot+2016-11-11+at+5.50.10+PM.png

Każdego roku przed zgromadzeniami ONZ jesteśmy świadkami protestów przeciwko krzywdzącym, archaicznym i nieudanym regulacjom prawnym. 

Jesteśmy tym samym widzami trwającego od końcówki lat 60-tych spektaklu pt. „War on Drugs”, który odgrywany jest naiwnej publiczności w imię politycznej poprawności. To jednak nie jest wojna z narkotykami, ale prowadzona przez rządy wojna z nauką i swoimi własnymi obywatelami. Ponad 80% zatrzymań dotyczy w końcu użytkowników substancji psychoaktywnych, a nie producentów. Z dbałością o zdrowie publiczne nie mają te zasady nic wspólnego. Kończąc ten wątek pozwolę sobie jeszcze zauważyć, że można przeprowadzić na poziomie polskich regulacji działania, które nie naruszając Konwencji ONZ przyczynią się do wzrostu poziomu zdrowia publicznego. Jednym z takich działań jest właśnie dekryminalizacja posiadania substancji (zmiana charakteru czynu z kryminalnego, na wykroczenie administracyjne). Pani dyrektor słusznie zaznaczyła, że taka zmiana leży w gestii Ministra Sprawiedliwości. Już nawet Portugalia to zrobiła. Osobiście jednak jakoś nie widzę pana Zbyszka wykonującego takiego ruchu na swojej politycznej szachownicy.

pan Zbigniew

Wróćmy jednak do wątku medycznego.

„Ministerstwo musi mieć dowody, że Psylocybina może mieć zastosowanie w medycynie”

2.0.png

W świetle przepisów polskiej „Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii” Psylocybina znajduje się obecnie w grupie substancji, które nie dość że są uzależniające, to jeszcze bezużyteczne. Jest to oczywisty absurd, ponieważ psylocybina ani nigdy nikogo nie zabiła, ani nikt się od niej nigdy nie uzależnił. Grzyby pomogły za to wielu osobom, czyniąc ich życie o wiele ciekawszym. Nie tylko znajomi są wtedy zabawniejsi, ale muzyka brzmi lepiej, a jeśli istnieje taka potrzeba to można nią wyleczyć cywilizacyjny ból istnienia.

Grzyby psylocybinowe, tak jak wiele innych substancji, są przez prawo uznane za groźne i niebezpieczne nie dlatego, że przeprowadzono jakiekolwiek badania, które o tym świadczą. Stało się tak ponieważ zdecydowali o tym politycy, którzy celowo wprowadzili obywateli w błąd, wykorzystując temat narkotyków do obłudnej gry politycznej. Cofnijmy się w historii politycznej o 50 lat, kiedy John Ehlrichman, doradca prezydenta Nixona (uznawanego za pierwszą twarz „wojny z narkotykami”) – mówił tak:

Kampania Nixona, jak i dwie kolejne administracje, miały dwóch wrogów: protestujących przeciwko wojnie w Wietnamie i czarnych. Wiedzieliśmy, że nie możemy sprawić, aby nielegalne było bycie czarnym, lub przeciwko wojnie, więc zaczęliśmy utożsamiać w oczach opinii publicznej trawę z hipisami, a heroinę z czarnymi. Kryminalizując substancje mogliśmy zakłócać te społeczności, rozbijać ich zebrania, i szkalować je dzień za dniem w wieczornych wydaniach wiadomości. Czy wiedzieliśmy, że kłamiemy w sprawie narkotyków? Oczywiście, że tak. [źródło: CNN]

– John Ehlrichman.

 

obit-ehrlichman.jpg

John Ehlrichman. To temu panu możemy w dużej mierze podziękować za dzisiejsze, obłudne i krzywdzące prawo.

To jest prawdziwy cytat. Serio.

Dokładnie z tych samych powodów penalizacji poddane zostały utożsamiane z ruchem hippisowskim psychodeliki.  Dokumentacja, która świadczyła o tym, że są to substancje wyjątkowo bezpieczne, jak i posiadające potencjał w leczeniu schorzeń psychiatrycznych, została całkowicie zignorowana przez środowisko polityczne. Co więcej nie ograniczono się do zakazu rekreacyjnego używania tych substancji. W 1966 roku z dnia na dzień zamknięto wszelkie projekty badawcze, mimo bardzo obiecujących wyników wykorzystania LSD w psychiatrii, np. w leczeniu alkoholizmu [źródło: Human Psychdelic Research: A Historical And Sociological Analysis].

LSD, ecstasy (MDMA), Psylocybina i Marihuana od lat były uznawane za substancje szczególnie podatne do nadużyć. Niemniej jednak, ich początków należy doszukiwać się w działalności medycznej. W latach 60-tych opublikowano ponad 1,000 badań naukowych, które wskazują na liczne zastosowania LSD w psychoterapii. Podobnie było w przypadku MDMA, która w latach 70-tych była używana jako pomoc służąca psychoterapeutom w lepszym nawiązaniu więzi z pacjentem i leczeniu traumatycznych przeżyć. Marihuana przez tysiące lat była używana w szerokim zakresie schorzeń, od malarii po reumatyzm. Na mocy ustawy z 1970 roku, tzw. „Controlled Substance Act” amerykańskie regulacje prawne skończyły z medycznym wykorzystaniem tych środków. Trzy konwencje zaadoptowane przez ONZ sprawiły, że prohibicja opanowała praktycznie cały świat.

The Scientific American

I pomyśleć tylko, że to nie z powodu troski o zdrowie, ale na podstawie politycznych manipulacji zrodziły się te nieszczęsne konwencje ONZ, na które powołuje się dzisiaj polskie Ministerstwo Zdrowia. Nieprawdopodobne? A jednak. Joseph Goebbels podobno zwykł mawiać, że „kłamsto powtarzane 1000 razy staje się prawdą.” Na przykładzie kolektywnego prania mózgu w temacie narkotyków widać, że wiedział, co mówi.

Ministerstwo Zdrowia cytuje obecne badania na Psylocybinie

Kiedy doszedłem do tego punktu listu, to musiałem się mocno uszczypnąć. Wrócił do mnie dobry humor. Ktoś w Departamencie Zdrowia Publicznego usiadł nad tematem i wpisał „Psylocybina” w Google. Szacun. W poniższym fragmencie DZP przedstawia przekrój najbardziej istotnych badań prowadzonych w ostatnich latach na Psylocybinie.

CN.png

2.png

 

tumblr_oaizhbUzPu1v3t1l7o1_500

Od tysięcy lat grzyby psylocybinowe pomagają ludziom zajrzeć w siebie i zrozumieć istotę problemów z którymi się zmagają. Dzisiaj potwierdzają to badania.

 

Dalej w liście jednak czytamy:

3.png

Polska polityka narkotykowa, czyli anty-przepis na innowacje 

Mimo spektakularnych wyników badań zostaliśmy przez Panią dyrektor poinformowani, że obecnie zmiany „nie są zasadne”, nad czym ubolewam, bo według mnie są. MZ uważa jednak, że potrzeba nam więcej dużych, poważnych badań.

Problem polega na tym, że te badania się w Polsce nie odbędą. W świetle obecnych regulacji nikomu nie opłaca się ich robić.

Profesor David Nutt, prezes Brytyjskiego Stowarzyszenia Neuronauki, oraz profesor neuropsychofarmakologii Edmond J. Safra podejmując próby prowadzenia badań na psylocybinie wielokrotnie informowali w jaki sposób obecne regulacje ograniczają możliwości badawcze. Trzeba tu zaznaczyć, że regulacje w Wielkiej Brytanii są dokładnie takie same jak w Polsce, ponieważ wynikających z tych samych konwencji ONZ.

Trzymanie substancji takiej jak Psylocybina w grupie „A” (w Polsce „I-P”) oznacza, że używanie tej substancji do badań jest praktycznie niemożliwe. Nie udało nam się jeszcze rozpocząć badania, ponieważ nie możemy znaleźć firm, które podjęły by się wyprodukowania leku, i które byłyby gotowe na przejście przez skomplikowaną, biurokratyczną procedurą uzyskiwania licencji. Ta procedura może zająć rok i potroić przy tym koszt całego przedsięwzięcia. Cała sytuacja jest powodowana przez prymitywne i staroświeckie założenie, w myśl którego substancje z grupy „A” nie mają zastosowań medycznych, tak więc dostęp do ich badania jest maksymalnie utrudniony.  [źródło: Imperial College]

Jak czytamy w artykule prestiżowego Scientific American:

Rozpoznanie nowych leków psychiatrycznych, czy to wobec leczenia depresji, autyzmu, czy schizofrenii jest obecnie niemal całkowicie zawieszone. Innowacja w psychiatrii osiągnęłaby zupełnie inne tempo, gdy tylko farmakolodzy nie musieli się stykać z przestarzałym systemem prawnym. Rezultatem takich zmian mogłoby być stworzenie zupełnie nowej klasy leków, które bazują na znanych strukturach chemicznych. Zmiana w myśleniu jest jednak niezbędna do tego, aby w końcu skutecznie pomóc milionom Amerykanów cierpiących na depresję i choroby cywilizacyjne.

Jakby ktoś się zastanawiał to zaburzenia psychiczne ma 8 milionów Polaków. Byłoby tu kogo leczyć.

tumblr_od85zlNnHS1t23d82o1_1280

Badania prowadzone na psylocybinie zawdzięczamy garstce naukowców, gotowych walczyć z biurokracją i uprzedzeniami


Nadmiernie zachowawcze podejście przedstawicieli administracji państwowej do modernizacji polityki narkotykowej rodzi niestety poważne konsekwencje. W wyniku braku decyzyjności Polska dalej będzie się wlec w ogonie rankingów biotechnologicznej innowacyjności, a setki tysięcy osób, którym takie terapie mogłyby pomóc będą przez kolejne lata skazane na wizyty w Czechach lub Holandii. Czyli najprawdopodobniej nigdy z nich nie skorzystają. 
Jestem przekonany, że ta sytuacja się w końcu zmieni. Szkoda tylko tych wszystkich osób, którzy tych zmian nie doczekają. Część osób cierpiących na lekooporną depresję lub zespół stresu pourazowego popełni samobójstwa. Część dalej będzie żyć, ale nigdy nie uwolni się od przeświadczenia, że są bezwartościowi, zapadając się z dnia na dzień w otchłani alkoholizmu. Smutne.

Psychodeliczny comming out

W imieniu swoim i osób zgromadzonych w społeczności „Poznaj Psychodeliki” informuję Ministerstwo Zdrowia, Ministerstwo Sprawiedliwości i wszystkich innych urzędników sprawujących służbę publiczną:

Mamy dość wojny z narkotykami; mamy dość hipokryzji, nieudanej i nieudolnej kampanii prowadzonej przeciwko obywatelom za publiczne pieniądze. Mamy dość absurdalnego prawa i międzynarodowych konwencji. To prawo i te konwencje są złe, krzywdzące i niesprawiedliwe; są ciosem wymierzonym w fundamenty człowieczeństwa i wolności wyboru. Są nieudolną próbą wciśnięcia ludzkiej natury w kagańce absurdalnych przepisów rodem z powieści Franza Kafki. Mamy dość naukowej cenzury, świętoszkowatości i udawanej troski polityków o „dobro młodzieży”, którzy w imię tego dobra chcą ich wsadzać do więzień za palenie trawki, a nie potrafią zmienić załącznika w ustawie, co w konkretny sposób przyczyniłoby się do podniesienia poziomu bezpieczeństwa Polaków.

Przyszedł czas na zmianę. Prawdziwa zmiana nie zaczyna się jednak w gabinecie pani dyrektor w Ministerstwie Zdrowia, ani nawet Jej obecnego szefa, lub żadnego innego polityka. Ta zmiana zaczyna się w Tobie.

giphy.gif

Potrzebujemy przedstawicieli świata akademickiego, którzy wystąpią w swojej działalności przeciwko naukowej cenzurze. Chcesz być jednym z nich? Dołącz do Polskiego Partnerstwa Psychodelicznego.

Potrzebujemy dziennikarzy, którzy nie będą bali się mówić i pisać o tym, że temat narkotyków nie jest czarno-biały, a substancje takie jak Psylocybina, LSD czy MDMA pomogły wyjść z depresji, uzależnień i innych schorzeń setkom tysięcy ludzi.

Potrzebujemy zwyczajnych ludzi – bohaterów, którzy nie będą bali wyjść na ulicę, rozmawiać o swoich doświadczeniach z bliskimi, ani wyrażać własnych opinii na forum publicznym.

Potrzebujemy Ciebie.

Poznaj Psychodeliki na Facebook’u i  YouTube

Za pomoc w przygotowaniu tego artykułu dziękuję Ani Spittal.

„Każdy powinien tego spróbować” – Jarosław Kaczyński o swoim doświadczeniu z LSD

Uncategorized

„Każdy powinien tego spróbować” – napisał na Twitterze Jarosław Kaczyński po swoim pierwszym doświadczeniu z LSD.

Do tzw. tripa doszło podczas weekendu w domu prezesa PiS na warszawskim Żoliborzu.

-2.jpg

Jarosław Kaczyński w trakcie zabawy ze swoim kotem

„Uświadomiłem sobie, że nie możemy dzielić ludzi na lepszy i gorszy sort Polaków; na zdradzieckie mordy i na tych, którzy są z nami. Polska jest naszym WSPÓLNYM dobrem.” – czytamy w kolejnym Twicie prezesa PiS.

W kuluarach na Nowogrodzkiej mówi się o tym, że Prezes zdecydował się spróbować kwasu po namowach posłanki Pawłowicz, która weszła w posiadanie narkotyku na festiwalu Audioriver.

Nieformalnie mówi się o tym, że w najbliższych dniach pojawi się projekt posłów PiS ws. zmiany statusu prawnego LSD-25. Przypominamy, że obecnie dietylamid kwasu d-lizergowego znajduje się w wykazie substancji psychotropowych pozbawionych właściwości leczniczych.

„To się musi zmienić” – miał powiedzieć Jarosław Kaczyński w szczytowym momencie swojego doświadczenia.

-1.gif

Dla formalności redakcja informuje, że jest to fake news.

Petycja do GIS ws. grzybów psylocybinowych

Uncategorized

Masz wrażenie, że przepisy penalizujące posiadanie grzybów psylocybinowych nie mają najmniejszego sensu? Chcesz żyć w Państwie, w którym urzędnicy podejmują decyzję w oparciu o fakty naukowe, a nie uprzedzenia? To wszystko jest możliwe, ale trzeba się zaangażować!

Podziel się ze znajomymi moją petycją ws. zmiany prawnego statusu grzybów psylocybinowych – niesamowitych organizmów, które pomagają utrzymywać balans w ekosystemie i zostały uznane za najbezpieczniejszą substancję psychoaktywną na świecie!

Wojna z narkotykami nie działa. W najbliższych latach czeka nas w Polsce poważna reforma prawa narkotykowego. Zasługujemy na nowoczesne, racjonalne i pragmatyczne prawo zbudowane na fundamentach wiedzy naukowej, a nie uprzedzeń i ignorancji.

Jednak, jak powiedział sam Bilbo Baggins „każda, nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku.” Nie jest Ci obojętny los niewinnych łysiczek porastających polskie łąki? Udostępnij tę petycję i uwolnij grzyby!

Podpisz petycję TUTAJ!

pety

Razem możemy wszystko.

Piotrek

photo: kT LindSAy

 

 

Przegrana polska wojna z dopalaczami

Uncategorized

Kilka dni temu podczas sprintu przez fejsbukowy feed coś w końcu zwróciło moją uwagę:

Łódzcy radni przygotowują projekt ustawy anty-dopalaczowej.

Ci, którzy śledzą Poznaj Psychodeliki na YouTubie pewnie już wiedzą, że stoję po stronie, która uważa, że prawo narkotykowe w Polsce powinno zostać poddane gruntownej reformie. W związku z tym postanowiłem poddać postulaty radnych analizie. Klikam w link, otwieram, czytam i niestety dość szybko przekonuję się, że to propozycja, której przyjęcie może doprowadzić nie tyle do rozwiązania problemu dopalaczy, co do zamiecenia go pod dywan.

Podstawowe założenie projektu jest następujące: dopalacze powinny być traktowane tak, jak „narkotyki”. Zamiast sankcji administracyjnych za produkcję i obrót tymi substancjami, miałyby grozić sankcje karne. „Przejście do walki z tym zjawiskiem jak z przestępczością narkotykową to jedyna skuteczna droga jego wyeliminowania.” – twierdzi Sebastian Bohuszewicz z Wydziału Prawnego UMŁ, jeden z autorów projektu ustawy. I tu zaczynają się schody, ponieważ przestępczości narkotykowej nikt w Polsce nie wyeliminował.  Nie wiem jak można dojść do wniosku, że skopiowanie modelu, który nie doprowadził do wyeliminowania zjawiska narkotyków, ma doprowadzić do wyeliminowania zjawiska dopalaczy? Przekonanie, że to „jedyna skuteczna droga”, wydaje się w tym kontekście groteskowe.

Klęska wojny z narkotykami

Doświadczenie ostatnich pięćdziesięciu lat pokazuje czarno na białym, że nie udało się wyeliminować zjawiska przyjmowania środków psychoaktywnych poprzez zakazywanie kolejnych substancji, tak jak nie udało się wyeliminować spożycia alkoholu poprzez prohibicję. Wskazuje na to nie tylko zdrowy rozsądek, ale i doświadczenia wszystkich krajów, które prowadzą od kilkudziesięciu lat politykę 1) restrykcji produkcji i obrotu środkami psychoaktywnymi 2) penalizacji posiadania substancji.

Powyższe punkty składają się na tak zwaną politykę „wojny z narkotykami” (ang: „war on drugs”) rozpoczętą w wyniku przyjęcia konwencji ONZ w 1961 i nagłośnioną dziesięć lat później przez Richarda Nixona (o kulisach tych decyzji możecie dowiedzieć się czegoś więcej w moim filmie poświęconym delegalizacji LSD). Pięćdziesiąt lat po tym, jak większość zachodnich krajów wdrożyła przepisy oparte na ww. zasadach do swoich porządków prawnych, możemy z całkowitą pewnością, opartą na ewaluacji rezultatów, stwierdzić, że są to założenia błędne i czas na zmianę strategii. USA spędzają każdego roku 51 miliardów dolarów na walkę z narkotykami (dane Drug Policy Alliance), a dostępność, szkody społeczne i epidemie uzależnień od substancji, wcale nie maleją (warto przy tym zauważyć, że najwięcej szkód społecznych generują te substancje, które są legalne – alkohol i opiaty – bardzo silnie uzależniające leki, takie jak kodeina czy fentanyl).

  • CNN: „Wojna z narkotykami: porażka kosztująca miliardy dolarów”
  • Guardian: „Wojna z narkotykami nie działa, czas na poważną rozmowę”
  • London School of Economics opublikowało raport który wskazuje, że obecna polityka całkowitej restrykcji jest najbardziej szkodliwym z możliwych scenariuszy regulacji środków psychoaktywnych

Z tymi opiniami zgadzają się również eksperci Światowej Organizacji Zdrowia:

„Poddanie kryminalizacji środków psychoaktywnych stworzyło niezwykle silny czarny rynek. Badania z biomedycyny, epidemiologii i psychofarmakologii wskazują przy tym, że to alkohol i tytoń są jednymi z najbardziej szkodliwych substancji, tak więc decyzja o tym, aby zakazać obrotu innymi substancjami, która doprowadziła do przekierowania ludzi do legalnych alternatyw miała katastroficzne skutki dla zdrowia publicznego” – Robin Room, ekspert Światowej Organizacji Zdrowia [źródło: WHO]

Jakby tego było mało, już nawet policjanci, którzy przez lata brali udział w walce z narkotykami uważają, że problemu nie da się rozwiązać poprzez konwencjonalną politykę twardej restrykcji. Polecam wywiad w VICE z Neilem Woodsem, który przez lata działał w służbach na rzecz zwalczania przestępczości narkotykowej, a dziś prowadzi z byłymi funkcjonariuszami kampanię na rzecz liberalizacji prawa i depenalizacji posiadania substancji psychoaktywnych.

„– Robienie czegoś, co uznajesz za nieetyczne, nie jest dla ciebie dobre – mówi. – Odbija się to na tobie. To, co robiłem, nie było w całości moją winą. Jesteś szeregowym żołnierzem, robisz, co ci każą i ufasz systemowi. Policja to organizacja bazująca na dyscyplinie, ufasz osądom innych ludzi. Ufasz też prawu, ale jeśli chodzi o narkotyki, prawo się myli.” – Neil Woods

To my stworzyliśmy dopalacze

Czas spojrzeć prawdzie w oczy: wypowiadając wojnę narkotykom nieświadomie stworzyliśmy dopalacze, wroga z którym teraz próbujemy nieudolnie walczyć. Okazało się, że nie da się zabronić wszystkiego; że nowe substancje powstają szybciej niż jesteśmy w stanie aktualizować listę tego, co zakazane. Sytuację wykorzystali oportuniści pokroju „króla dopalaczy”, którzy zdają sobie sprawę z tego, że wprowadziliśmy system, który jest niezwykle prosty do ogrania. W związku z rozwojem technologii, możliwości dostępu do jakichkolwiek substancji, są teraz jeszcze większe niż kilka lat temu. Ze względu na tempo rozwoju technologicznego ta dostępność będzie rosła z roku na rok. Nawet jeśli coś będzie nielegalne w Polsce, będzie legalne w innym kraju UE, z którego można to wysłać.

00024L01O7USFRIC-C322-F4

Dawid B. „król dopalaczy” – nowotwór, który stworzyła „wojna z narkotykami”

Dalsze inwestowanie w rozwiązania oparte na założeniach „wojny z narkotykami”, tym razem w wydaniu „wojny z dopalaczami”, doprowadzi do coraz większych nakładów finansowych i obciążeń systemów sprawiedliwości i ochrony zdrowia, przy oczywistym braku skutecznej możliwości egzekucji prawa. Ze względu na rozwój technologiczny, system, który już dziś jest niewyobrażalnie drogi i nieefektywny, będzie z każdym rokiem coraz droższy i coraz mniej efektywny. Dlatego pozwalam sobie stwierdzić, że proponowany przez łódzkich radnych pomysł na walczenie z dopalaczami, tak jak z narkotykami, jest delikatnie mówiąc – nietrafiony. Zwróćmy zresztą uwagę na to, co stało się w Wielkiej Brytanii po wprowadzeniu podobnych rozwiązań:

„Przepisy które weszły w życie w 2016 roku w celu ograniczenia podaży i sprzedaży substancji zwanych jako tzw. „legal highs”, zamiast powstrzymać rozprzestrzeniającą się falę używania substancji poprzez ograniczenie produkcji i obrotu, doprowadziły do tego, że tzw. „dopalacze” są teraz jeszcze silniejsze i bardziej zróżnicowane. Policja zwróciła uwagę, że tzw. Spice (syntetyczny kanabinoid o bardzo groźnych skutkach na zdrowiu) stał się jeszcze bardziej niebezpieczny odkąd prawo weszło w życie prawie rok temu. Te produkty są tańsze, łatwo dostępne z chińskich fabryk, co skutkuje w ogromnych zyskach dla dilerów, którzy teraz aktywnie je rozprowadzają.” [źródło: The Guardian].

W obliczu wyżej wspomnianych faktów i oceny efektów wojny z narkotykami, brnięcie dalej w taką politykę oznacza nie tylko całkowity brak politycznego pragmatyzmu, ale czyste szaleństwo. Wszystko odbywać się będzie kosztem zdrowia zwykłych ludzi, za to za ich własne pieniądze, naturalnie w imię walki o zdrowie i dobro młodzieży. Cały ten politycznie poprawny spektakl toczyć się będzie przy oklaskach narkotykowego podziemia i grup przestępczych.

PRZYSZŁOŚĆ:
Legalizacja, Depenalizacja, Redukcja Szkód, Edukacja

W temacie dopalaczy i reformy polskiej polityki narkotykowej potrzebujemy szerszej perspektywy niż ta zaprezentowana w projekcie ustawy, która powstała w łódzkim magistracie. Jedyny sposób na odebranie władzy nażelowanym cwaniakom, którzy kupują sobie Porsche płacąc zdrowiem naszych dzieciaków, to całkowita zmiana perspektywy myślenia o tym, jak powinna wyglądać nowoczesna polityka narkotykowa. Zamiast odgrywać rolę Don Kichota i zastanawiać się, jak zablokować wszystkie strony internetowe sprzedające dopalacze, stwórzmy system, w którym dopalaczowe interesy nie mają racji bytu, ponieważ: 1. ograniczamy popyt poprzez uzyskanie kontroli nad rynkiem 2. naprawiamy system sprawiedliwości wprowadzając zasadę depenalizacji 3. rozwiniemy programy redukcji szkód 4. rozpoczniemy dialog z młodzieżą za pomocą nowych technologii.

A teraz konkrety:

LEGALIZACJA MARIHUANY
–  eliminacja popytu na dopalacze

Wprowadzenie do kontrolowanego obrotu Marihuany w znacznym stopniu ograniczy popyt na niebezpieczne dopalacze, które próbują imitować jej działanie.

Dlaczego?

Człowiek, który wie, że może w zgodzie z prawem kupić naturalne konopie wysokiej jakości, nie ryzykując tym samym swojej reputacji, ani konsekwencji prawnych, będzie zdecydowanie mniej skłonny do szukania alternatyw w postaci syntetycznych substancji próbujących naśladować efekty marihuany. W przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii gdzie konopie nie są legalne, w Holandii nie wystąpiła epidemia śmiertelnie groźnego dopalacza imitującego Marihuanę – syntetycznego kanabinoidu Spice.

Ponadto należy zauważyć, że kontrola rynku przywraca połączenie pomiędzy użytkownikami, a farmaceutami i lekarzami, którzy są w stanie edukować użytkowników i zyskują większą kontrolę nad monitorowaniem ich stanu zdrowia. Obecnie jest to relacja zagospodarowana przez dilerów, których jedynym interesem jest interes ekonomiczny.

Za legalizacją marihuany przemawia naturalnie cały szereg innych argumentów, od jej medycznych właściwości, po oczywiste korzyści ekonomiczne. Nie będą jednak tutaj tych argumentów przytaczał, ponieważ jest to temat na osobną dyskusję, która wykracza poza zakres tego posta.

DEPENALIZACJA 
–  bardziej spawiedliwy system sprawiedliwości

Depenalizacja posiadania niewielkich ilości substancji psychoaktywnych usprawni funkcjonowanie systemu sprawiedliwości i uczyni go bardziej uczciwym.

Dlaczego?

Angażowanie zasobów policji, prawników, prokuratorów i sędziów w prowadzenie postępowań i nakładanie kar na okazjonalnych użytkowników substancji psychoaktywnych doprowadza do ogromnego marnotrawstwa zasobów publicznych z jednej strony, a z drugiej jest najzwyczajniej w świecie niemoralne. Musimy przestać traktować uzależnione osoby, jak kryminalistów i zrozumieć, że jest to problem przede wszystkim społeczny. Nie ma również absolutnie żadnego powodu, aby w wyniku wpisu w kryminalnej kartotece, pechowy bo złapany z jointem student miałby mieć utrudnioną karierę zawodową, lub uniemożliwione sprawowanie funkcji publicznych w przyszłości. Uwolnioną energię, którą obecnie pochłania kryminalizacja okazjonalnych użytkowników, spożytkujmy na walkę z ludźmi, którzy naprawdę powinni siedzieć w więzieniu, a nie siedzą. Odzyskane środki finansowe przeznaczmy za to na rozwój programów redukcji szkód.

REDUKCJA SZKÓD
– zdrowie publiczne na 1 miejscu

Zapewnienie odpowiedniej opieki osobom uzależnionym doprowadzi do zmniejszenia globalnej liczby szkód społecznych: uzależnień, chorób, wypadków i zgonów spowodowanych substancjami.

Dlaczego?

W Portugalii 16 lat temu zmagano się z ogromnymi problemami narkotykowymi. Szacuje się, że ok 100 000 osób używała heroiny. Postanowiono wtedy zdecydować się na całkowitą zmianę polityki, odejść od restrykcyjnego modelu i poddać depenalizacji posiadanie wszystkich substancji – od konopii do heroiny. Rozwiązania były na początku poddawane szerokiej krytyce. Dzisiaj, kiedy znamy ich efekty, przykład Portugalii stanowi w opinii ekspertów ONZ model do naśladowania dla innych krajów. Wyniki, które udało się tam osiągnąć są następujące:

  • Spadek zakażeń HIV z 1016 do 56 / rok dzięki programowi dystrybucji igieł
  • Spadek użytkowników heroiny ze 100 000 do 50 000 poprzez rozwój terapii odwykowych
  • Liczba zgonów związanych z narkotykami wynosi obecnie w Portugalii 1 na milion mieszkańców. To 5 razy mniej niż średnia w Unii Europejskiej [źródło: EU data]

EDUKACJA
– rozwój społecznej świadomości

Przeprowadzenie kampanii edukacyjnych w mediach społecznościowych, które zamiast demonizować „narkotyki”, doprowadzą do zrozumienia mechanizmów działania substancji i związanych ryzyk przyczyni się do wzrostu bezpieczeństwa młodzieży.

Dlaczego?

W dobie internetu substancje psychoaktywne stają się coraz łatwiej dostępne, a rozmowa na ten temat traci narodowe granice i przestaje być społecznym tabu. Czas najwyższy, żebyśmy w końcu zdali sobie sprawę, że większość osób na pewnym etapie swojego życia będzie miała doświadczenia z substancjami. To na instytucjach państwowych ciąży odpowiedzialność za to, żeby były to doświadczenia możliwie bezpieczne.

Dobrym przykładem kampanii edukacyjnej finansowanej przez rząd jest holenderski program prowadzony na YouTubie pt. „Drugslab”. Zamiast demonizować substancje lub powtarzać dawno obalone mity (jak miało to miejsce w ostatniej kampanii Krajowego Biura Do Spraw Przeciwdziałania Narkomanii), Drugslab skupia się na przekazywaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa, tłumaczeniu mechanizmów działania i wskazywaniu realnych zagrożeń poszczególnych substancji. I co najważniejsze, twórcy mówią do odbiorców językiem, którzy Ci rozumieją.

Na sam koniec, sceptykom progresywnych rozwiązań znanych z Holandii, Czech czy Portugalii chciałbym przytoczyć wypowiedź mamy Marthy Fernback, 15-latki, która zmarła w wyniku spożycia niezwykle silnej dawki ecstasy:

 „Martha chciała poczuć „high”, a nie umrzeć. Oczywiście, żaden rodzic nie chce ani jednego, ani drugiego dla swojego dziecka, ale pierwsza z tych opcji jest wyraźnie lepsza od drugiej. Żałuję, że moja córka nie miała dostępu do materiałów, które umożliwiłyby jej zrobienie tego w bardziej świadomy sposób. Chciałabym spotkać się z Theresą May, żeby zacząć rozsądną rozmowę na temat zmiany – od prohibicji do odpowiedzialnej regulacji substancji psychoaktywnych. To pomoże chronić nasze dzieci poprzez odebranie władzy dilerom, i przywrócenie kontroli nad tymi substancjami lekarzom i farmaceutom” [źródło: BBC].

Podobał Ci się ten post? Poznaj Psychodeliki na Facebooku!

Grzyby i Ayahuasca: nadzieja na resocjalizację więźniów?

Uncategorized

W 1961 roku Timothy Leary, wtedy jeszcze profesor departamentu psychologi na Uniwersytecie Harvarda, rozpoczął nowatorskie badanie, które do literatury naukowej weszło pod nazwą Concord Prison Experiment.

Grupie 32 więźniów, którzy niedługo mieli opuścić znajdujący się nieopodal bostońskiego uniwersytetu zakład o zaostrzonym rygorze, Leary zaproponował skorzystanie z grupowej terapii z użyciem psylocybiny.

Dr. Leary, który psylocybinę i LSD uważał za środki stymulujące poczucie moralności, był przekonany, że dzięki takiemu doświadczeniu osadzeni poznają i zrozumieją negatywne schematy zachowania, które doprowadziły do ich skazania, a tym samym lepiej zintegrują się z pozawięzienną rzeczywistością. Miarą tego sukcesu miał być spadek tzw. wskaźnika recydywizmu, czyli liczby osób, która wraca do więzienia w wyniku ponownego popełniania przestępstwa.

Przeprowadzone 34 lata po oryginalnym eksperymencie badanie follow-up wykazało , że wskaźnik recydywizmu dla grupy osób, której podano psylocybinę wynosił 71%, a dla pozostałych 72% (dane uśrednione). To bardzo delikatna różnica i zdecydowanie mniej spektakularna od początkowo ogłoszonych przez Leary’ego wyników, poddanych krytyce ze względu na błędy metodologiczne.

Niepowodzenie w doprowadzeniu do istotnego spadku poziomów recydywizmu w tym eksperymencie nie powinno być jednak z góry interpretowane jako dowód na bezużyteczność tego typu terapii w programach resocjalizacyjnych. Grupa kontrolna była stosunkowo niewielka, a system wsparcia więźniów w integracji doświadczenia niedopracowany, na co po latach wskazywał sam Timothy Leary. Wyniki te na dobre jednak rozprawiły się  z mitem tego, że psychodeliki są magicznymi środkami, które same z siebie powodują długotrwałą pozytywną zmianę behawioralną. Kiedy brakuje umiejętnie wypracowanych nowych nawyków, wpadamy w dawne, utarte schematy myślenia i postępowania. Tak jednak być nie musi.

Lekcje z tego doświadczenia wyciągnęli Brazylijczycy. Dzisiaj w obrębie zakładu zamkniętego Pôrto Velho w stanie Paranà organizacja pozarządowa Acuda proponuje więźniom sesje z Ayahuascą – tradycyjnym psychodelikiem opartym na dimetylotryptaminie (DMT). To właśnie doświadczenia z Ayahuascą są uznawane za te o szczególnym potencjale do uzdrawiania ludzkiej psychiki i zwalczania uzależnień wobec toksycznych substancji i negatywnych wzorców postępowania.

7031942153_6a84caa7eb_b

W Brazylii ceremonie z Ayahuascą bardzo często odbywają się w takich, znajdujących się w odosobnieniu od świata ośrodkach i domkach tzw. malokach / fot. Howard G Charing

Oprócz samych sesji z Ayahuascą więźniowie korzystają z kompletnego programu, w którym uczą się medytacji, a także praktycznego rzemiosła, na przykład mechaniki samochodowej lub produkcji mebli. Więźniowie uczą się również opiekować psychoaktywnymi roślinami, otoczonym w Brazylii szczególną czcią.

Brazylia przeżywa prawdziwy kryzys systemu sprawiedliwości, który doprowadza do masowo przepełnionych więzień. Taka terapia ma więc również bardzo pragmatyczny ze strony systemowej wymiar – im więcej w pełni zresocjalizowanych osób w społeczeństwie, tym mniejsze obciążenie na systemie, a więc także podatnikach.

Motywacje osób zaangażowanych w pomoc społeczną w oparciu o pracę z Ayahuascą dotyczą jednak przede wszystkim troski o pełną resocjalizacją więźniów, a tym samym troskę o to, żeby nie stanowili po wyjściu na wolność zagrożenia dla społeczeństwa.

„W końcu zdałem sobie sprawę z tego, że byłem na złej drodze w swoim życiu” – w trasie na kolejną sesję z Ayahuascą, w środku dżungli mówi Celmiro de Almeida, 36-lastek odsiadujący wyrok za zabójstwo. „Każde spotkanie pozwala mi odnowić kontakt z ofiarą i błagać o wybaczenie”New York Times

Taki program jest możliwy oczywiście dlatego, że Ayahuasca jest w Brazylii legalna i uznawana za element kulturowego dziedzictwa.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go i zajrzyj na mojego YouTube’a!

Świat bada potencjał psychodelików, tymczasem w Polsce…

Uncategorized

Dzisiaj na świecie, a przynajmniej w jego rozwiniętych częściach, rozpoczyna się renesans badań nad leczniczym potencjałem psychodelików (lub enteogenów, jak niektórzy wolą je nazywać). Pojawia się coraz więcej badań, bo terapeutyczna wartość substancji, które nieopatrznie nazywamy narkotykami, jest nie do przecenienia. Takie badania robi się dziś w USA, Wielkiej Brytanii, Australii, Kanadzie, Portugalii, Brazylii i Czechach.

W trakcie spotkania i dyskusji dotyczącej zastosowania psychodelików, profesor James Fadiman przytoczył przykład człowieka, który w trakcie doświadczenia z LSD przestał się jąkać. Dolegliwość nigdy już nie wróciła, mimo że bezpośrednie działanie substancji ustąpiło po kilku godzinach. Pewien profesor w ten sam sposób pozbył się alergii na sierść kota, która męczyła go całe życie. Co za ulga!

To oczywiście nie oznacza, że LSD jest magicznym lekarstwem na jąkanie czy alergie. Stanowi jednak doskonały dowód na to, że wiele dolegliwości, w tym jąkanie i niektóre przypadki alergii, mają swoje źródło w psychice. Psychodeliki to narzędzia, które pomagają uzyskać dostęp do własnego umysłu, a nawet trochę dalej. Używane z poszanowaniem odpowiednich zasad mogą doprowadzić do przeżyć, które bardzo trudno określić inaczej niż doświadczeniami mistycznymi. Dzisiaj wiemy, że takie doświadczenia przekładają się na konkretne i długotrwałe efekty prozdrowotne, a są przy tym zadziwiająco bezpieczne. To nie jest opinia, to są fakty. Mamy na to badania.

Psychodeliki a depresja

Do jednego z takich badań przeprowadzonych na londyńskim College’u Imperial zaproszono 12 uczestników, którzy zmagali się z ciężką i długotrwałą depresją. Celem tego doświadczenia było sprawdzenie czy wewnętrzna podróż, którą umożliwiają grzyby psylocybinowe może poprawić stan psychiczny pacjentów, a potencjalnie zastąpić tradycyjną terapię lekami SSRI. W przeciwieństwie do obarczonych negatywnymi skutkami ubocznymi antydepresantów terapia oparta na psychodelikach oferuje inne podejście. “Zajrzyj w siebie, uświadom sobie, że jesteś częścią nieskończonego wszechświata i wróć jak nowo narodzony.”

Do udziału zaproszono najcięższe przypadki: osoby, które przechodziły przez wszystkie dostępne terapie jednak nie odnotowały znaczącej poprawy stanu swojego zdrowia psychicznego na przestrzeni ostatnich 18 lat życia. Takim pacjentom zaaplikowano w trakcie kilku sesji 25 mg Psylocybiny. W oficjalnym sprawozdaniu z badania czytamy, że po zakończeniu eksperymentu “pacjenci wrócili do domów w zdecydowanie lepszej kondycji – byli mniej zestresowani i potrafili bardziej cieszyć się życiem. Trzy miesiące po tym doświadczeniu pięć z dwunastu osób nie wykazywało już oznak depresji.” 

 

Kolejne publikacje potwierdzają ten terapeutyczny potencjał. Na Uniwersytecie Nowojorskim psylocybinę podano śmiertelnie chorym na raka pacjentom, aby pomóc im ze stresem związanym z chorobą. New York Times o wynikach wyraził się dość jednoznacznie „A dose of a hallucinogen from a ‚magic mushrooms’, and then lasting peace”.

Naukowcy i badacze zdają sobie sprawę z tego, że w obliczu coraz szerszej fali schorzeń o charakterze psychologicznym musimy zastanowić się, jak skutecznie radzić sobie z tymi chorobami. 27% dorosłych w UE, Islandii, Norwegii i Szwajcarii miała problemy z depresją, psychozami i uzależnieniami.  Wystarczy rozejrzeć się dookoła, żeby zauważyć, że w Polsce ten problem również występuje (liczba osób których dotykają zaburzenia psychiczne szacuje się na 8-12 milionów osób).

Te dane, są najprawdopodobniej niedoszacowane, bo nie uwzględniają osób powyżej 65 roku życia – jednej z grup obarczonej największym ryzykiem”. – piszą autorzy raportu Światowej Organizacji Zdrowia.

Tymczasem w Polsce…

Podczas gdy zachodnie uniwersytety inwestują w badania nad psychodelikami, które mogą doprowadzić do rozwoju nowatorskich, bezpiecznych i skutecznych terapii, w Polsce trwa dyskusja nad tym czy zalegalizować marihuanen i komu to właściwie potrzebne? WUM, czyli Warszawski Uniwersytet Medyczny zorganizował debatę dotyczącą zdrowia publicznego, na której jeden z paneli wyglądał tak:

trawa.png

Czy ten panel nie powinien brzmieć: „Czy Marihuana jest zagrożeniem dla zdrowia publicznego? Fakty i dane ze świata.”

Organizatorzy tego spotkania mogliby zachować chociaż pozory przyzwoitości i naukowego obiektywizmu i oprócz ryzyk, opowiedzieć także o korzyściach z legalizacji marihuany. Raportem Światowej Organizacji Zdrowia, który wskazuje na szereg medycznych zastosowań nikt się nie zainteresował. No, ale to zrozumiałe, my przecież wiemy lepiej, w końcu uczyliśmy Zachód jeść widelcami.

Mimo to, w moim naiwnym, idealistycznym światku istnieje przekonanie, że Uniwersytet powinien być autonomiczny, że powinien być źródłem rzetelnych i obiektywnych informacji, a nie tylko tanią salą na wynajem, gdzie wygłasza się opinie zgodne z tym, co ktoś chce usłyszeć. Może się mylę, ale raczej nie. Na kongresie wiceminister zdrowia, Jarosław Pinkas nazwał konopie “śmiertelnie groźnym narkotykiem”. Wyobrażam sobie, że dostał wtedy owację na stojąco.

Marihuana oczywiście śmiertelnie groźna nie jest. Od marihuany się nie umiera. Umiera się od alkoholu, nikotyny i substancji smolistych, czyli substancji które w ocenie wiceministra zdrowia narkotykami nie są. Jednak ta polska dyskusja o marihuanie wyznacza pewnego rodzaju “benchmark” – pokazuje gdzie my właściwie w Polsce w tym temacie jesteśmy. Na świecie kolejne kraje i stany USA dopuszczają leczenie konopiami, badają terapeutyczny potencjał psychodelików, a w Polsce nawet na uniwersytetach zamiast znaków zapytania stawia się wykrzykniki.

Żarty na bok, ale niestety w naszym społeczeństwie większość kluczowych osób u władzy jest przekonana, że wszystkie substancje, które nie są dostępne w legalnym obrocie są po prostu złe, groźne, niebezpieczne i uzależniające. Wszystkie. Te, które można kupić w monopolowym u Zenka na osiedlu, są spoko.

“Alkohol to nie narkotyk”

Istotną rolę w niezrozumieniu tematu polityki narkotykowej, nie tylko w rozumieniu pana wiceministra Pinkasa, ale wielu zwykłych osób w Polsce, jest zbiorowa iluzja, w którą większość Polaków niestety nieświadomie wpada – przekonanie, że alkohol to nie narkotyk. Prawda jest niewygodna: nie ma żadnych przesłanek, aby alkohol pod tę kategorię nie podchodził. Alkohol zmienia świadomość, można się od niego uzależnić i istnieje sporo związanych z nim ryzyk. Jeśli chodzi o skutki na zdrowiu to do tej dyscypliny alkohol może stanąć w szanki tylko z kokainą, heroiną i metamfetaminą. Obiektywnie mówiąc, wszystkie inne substancje są mniej groźne (co nie znaczy, że pozbawione ryzyk). Mimo to alkohol ma specjalny status. Nie mówię, że to jakaś tragedia, ale trzeba sobie z tego zdawać sprawę, bo to nic innego jak błąd poznawczy. Nazywanie wszystkich nielegalnych substancji narkotykami, przy równoczesnym twierdzeniu, że alkohol – ponieważ legalny – narkotykiem nie jest, to najzwyczajniej w świecie iluzja, w którą wygodnie jest wierzyć. Sam do alkoholu nic specjalnie nie mam, poza tym, że uważam, że to straszna nuda.

Harm caused by drugs.jpg

Grafika: Szkody wywołane przez substancje. Alkohol na podium z heroiną i crackiem.
źródło: badania prof. Davida Nutta, Imperial College Londyn

Nie możemy na równi stawiać substancji, która jest odpowiedzialna za ponad 3 miliony zgonów i 25% przestępstw rocznie (zgadza się, alkohol) z rośliną, której nadużywanie może skończyć się co najwyżej otyłością związaną z obżeraniem się pączkami na gastrofazie, lub – w najgorszym przypadku – deficytem uwagi i ospałością.

Konsekwencją niezrozumienia tego co jest czym, jest nieodpowiedzialna polityka władz naszego kraju. Zamiast edukować, wydajemy miliony na walkę z wiatrakami i ściganie “za jointa”. Odstraszamy, zamiast prowadzić przemyślane programy redukcji szkód. O możliwości stworzenia programów innowacyjnej terapii opartej na psychodelikach dla ludzi z PTSD (zespołem stresu pourazowego), alkoholików czy osób z depresją, nikt tu nawet nie myśli. To znaczy ja myślę, ale nie wiem czy to się liczy.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go lub zajrzyj na mojego YouTube’a!