1 kwietnia

Uncategorized

Dopiero całkiem niedawno zacząłem myśleć o tym wszystkim, co dzieje się pod „brandem” Poznaj Psychodeliki jak o kampanii społecznej/politycznej. Wszystko zaczęło się przecież od tego, że chciałem  znaleźć sposób na wyrażenie tego, co myślę na temat medycznego potencjału LSD, Ayahuasci czy grzybów. I poważnego wkurwa, że te rzeczy są „nielegalne”.

Wpadł mi w związku z tym pewnego dnia pomysł na kanał na YouTubie. Nie wiedziałem nic o nagrywaniu filmów, ale temat wydał mi się tak istotny, że postanowiłem spróbować mimo wszystko. Mimo koszmarnych początków odzew był pozytywny. Dużo lajków i ludziom się podoba. Po jakimś czasie doszedł więc jeszcze profil na Facebooku i ten blog. Wokół mojego psychodelicznego przesłania dla świata zgromadziło się parę tysięcy osób.

Jak na to wszystko patrzę z perspektywy ok 1,5 roku kiedy opublikowałem pierwszy film, to myślę – spoko. Udało mi się w końcu nagrać kilka materiałów, napisać parę tekstów, czy przeprowadzić wywiady z ludźmi, którzy mają na temat narkotyków coś ciekawego do powiedzenia. I mógłbym pewnie się tu zatrzymać i stwierdzić, no fajnie ale teraz czas na co innego. Albo mógłbym docisnąć gaz i zobaczyć, gdzie to nas doprowadzi. I chyba wolę drugą opcję.

Powiem Wam, że z jednej strony rodzi się w mojej głowie pomysł na przełożenie tej naszej wspólnie gromadzonej energii na realne działania polityczne, z drugiej coraz częściej zdarza mi się cieszyć zwykłą „sztuką dla sztuki”. Tworzeniem tych materiałów dla samego faktu tworzenia czegokolwiek. I to właśnie dlatego, żeby pomóc sobie samemu kultywować ten stan ducha, postanowiłem pisać o moich zmaganiach z kampanią Poznaj Psychodeliki na tym blogu. To w końcu mogłoby być miejsce nie tylko na dopieszczone artykuły, ale też na wylewanie przed Wami mojego codziennego potu i łez. Backstage kampanii. Miejsce do dyskusji i kontaktu i interakcji poza fejsbukiem i youtubem. Taka przestrzeń bez insta filtra.

Dobry pomysł?

PP

Kiedy gliniarz mówi „zalegalizujmy narkotyki”, warto posłuchać. Wywiad z szefem policji.

prawo

Peter Muyshondt jest szefem operacji policyjnej jednostki w Antwerpii. Pod swoim nadzorem ma zespół oficerów, który na co dzień zajmuje się zwalczaniem przestępczości narkotykowej. Mimo, że jest na pierwszej linii frontu wojny z narkotykami, mówi jasno – ta walka nie ma sensu.

W swoich książkach i wystąpieniach Peter nie pozostawia suchej nitki na obecnym prawie. Musimy w końcu przestać karać więzieniem użytkowników substancji psychoaktywnych. Kryminalizacja narkotyków rodzi korupcję i niesprawiedliwości – wali prosto z mostu. Przekonuje media i polityków, że osoby, które mają z narkotykami problem (ok. 10% użytkowników) powinny mieć zapewniony dostęp do miejsc, w których mogą robić to bezpiecznie i uzyskać potrzebną pomoc. Mimo ostrego krytycyzmu działań policji, Peter dalej kieruje lokalną jednostką w belgijskim mieście Brecht. Taka historia nigdy nie zdarzyłaby się w Polsce.

PoznajP: Peter, jesteś policjantem i chcesz zalegalizować narkotyki. Ludzie spadają z krzesła, kiedy im to mówisz?

Peter Muyshondt:
 
Patrzą z niedowierzeniem tylko przez pierwsze kilka minut. Rozumiem, że to na początku może brzmieć dziwnie, ale kiedy moi rozmówcy poznają całą historię, już przestaje być takie dziwne. Po paru chwilach to, co zaczyna dziwić to to, że obłudna wojna z użytkownikami narkotyków cały czas się toczy.

W jaki sposób walczysz o zmiany w prawie?

Mówię o problemie w belgijskich mediach, a także zwracam się do polityków. Pomagam ludziom, którzy dziś są w sytuacji, w której sam kiedyś byłem (syn lub córka jest ciężko uzależniony od substancji). Każdego tygodnia chodzę wspinać się z młodymi ludźmi, którzy są na odwyku. Piszę też książki i reprezentuję na forum międzynarodowym organizacje takie jak Anyone’s Child albo LEAP (Law Enforcement Against Prohibition / Służby Mundurowe Przeciwko Prohibicji).

1*bPiV3U-qKmfKJb8WlOKCXQDlaczego zdecydowałeś się zabrać tak odważny głos w sprawie?

Robię to, co muszę. Mój brat zginął w wyniku wojny z narkotykami. Moja rodzina została niemal zrujnowana z tego samego powodu. Ja sam pracuję dla organizacji, która stanowi dużą część problemu. Kiedy będę na emeryturze chcę móc spojrzeć wstecz i powiedzieć sobie, że zrobiłem wszystko, co było legalnie możliwe, aby zmienić sytuację.

Mimo otwartego krytycyzmu działań policji, dalej tam pracujesz, a w ramach swoich obowiązków zawodowych zwalczasz narkotykowe podziemie. Nie ma tu żadnego konfliktu?

Zajmuję się zarządzaniem ludźmi, co sprawia, że robota jest trochę łatwiejsza. Ale tak, trochę z tym problemu jest. Nie jest to jednak problem ze zwalczaniem narko-gangów, ponieważ one zatruwają nasze dzieciaki i są agresywne. Mam za to problem z brakiem jakiejkolwiek odważnej krytyki obecnego systemu ze strony ministerstwa sprawiedliwości i Policji. Nikt nie ma tam na tyle jaj, żeby powiedzieć, że w końcu trzeba wziąć się do roboty i wprowadzić rozwiązania, których celem będzie faktyczne zwiększanie bezpieczeństwa ludzi. Obecny system gwarantuje jedynie zagrożenia dla zdrowia publicznego i korupcję funkcjonariuszy.

maxresdefault

Racjonalny, niedosłyszany głos w europarlamencie

Jak twój stosunek do tego tematu zmienił się przez lata?

Byłem przeszkolony, żeby walczyć w tej wojnie i w niej walczyłem. Robię to dalej każdego dnia. Pracowałem w wydziałach dochodzeniowych i jednostkach specjalnych. Jednak nawet wtedy, kiedy mój brat jeszcze żył, ponosiliśmy straszne koszty tej walki. Już wtedy moja wiara w system została mocno nadwyrężona. Wszystko stało się oczywiste, kiedy zmarł mój brat. Wtedy skontaktowałem się z kilkoma organizacjami, takimi jak Transform. Ich przekaz miał sens. W końcu sam zacząłem się publicznie wypowiadać w temacie na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Co dokładnie sprawiło, że przekonałeś się, że przepisy kryminalizujące korzystanie z substancji, przynoszą więcej krzywd, niż korzyści?

Mój brat nie mógł otrzymać pomocy, która mogłaby ocalić mu życie. Co więcej, mimo kryminalizacji, handel narkotykami nie spadł ani trochę. Na czarnym rynku sprzedaje się substancje z niezwykle groźnymi dodatkami (np. Fentanyl), a cały system tworzy doskonałe warunki do korupcji oficerów Policji.

Czy Twoi kumple z pracy też uważają, że system jest nieefektywny i niemoralny?

51d2g1c8AUL

Polityka speedu, to książka o doświadczeniach Petera. Niestety tylko w j. niderlandzkim.

Niektórzy z nich tak, ale nie chcą o tym otwarcie mówić i ja to rozumiem. To, czego nie rozumiem to to, że szefowie policji nie prowadzą na ten temat dialogu z władzami wskazując na nieefektywność obecnych regulacji. Zmiana tych przepisów uwolniła by niezwykle dużo zasobów ludzkich w samej instytucji. Z drugiej strony myślę, że to dokładnie z tej przyczyny nic się nie zmienia. Dla policji taka wojna z narkotykami to bardzo interesujące narzędzie…

Jeśli mógłbyś dzisiaj wywołać jedną zmianę, co by to było?

W krótkiej perspektywie wprowadziłbym pomieszczenia do bezpiecznego przyjmowania substancji i obowiązkową opiekę medyczną dla osób uzależnionych. W dłuższej perspektywie należy poddać regulacji wszystkie substancje. I nigdy więcej więzienia dla osób, które coś biorą.

W Polsce praktycznie wszystkie substancje, poza alkoholem i nikotyną, są zakazane. Młodzi ludzie coraz częściej sięgają po dopalacze, bo z obawy przed policją nie mogą zapalić jointa. Czy jest coś czym chciałbym się podzielić z kolegami po fachu z Polski?

Zacznijcie patrzeć na osoby, które korzystają z narkotyków, tak jak na wszystkich innych. Jeśli pijesz alkohol, to znaczy, że również używasz narkotyków. Ci, którzy sprawiają przy tym problemy lub są uzależnieni, potrzebują medycznej pomocy. Problematyczne używanie narkotyków to najczęściej próba samoleczenia problemów psychologicznych. Takim ludziom nie pomaga więzienie. To może zdarzyć się każdemu. Nawet twojej córce, twojemu synowi.

***

Wojna z narkotykami to stale obowiązująca, archaiczna polityka której spiritus movens jest stawianie zarzutów kryminalnych osobom, które korzystają z substancji psychoaktywnych. Te zasady nie mają naturalnie żadnych podstaw naukowych, będąc czysto ideologicznym totemem korporacyjnych interesów (vide kampanie firm farmaceutycznych przeciwko medycznej marihuanie) i ignorancji decydentów, którzy wychylając kolejny kieliszek wódki wierzą, że sami nie biorą narkotyków i ich problem nie dotyczy. Czas otworzyć oczy – problem dotyczy wszystkich. Wojna z narkotykami to nie wojna z grupami przestępczymi w imieniu porządku, ale wojna z własnymi obywatelami, którym odmawia się pomocy, której potrzebują. Wojna z narkotykami to również naukowa cenzura i blokowanie innowacji w psychiatrii, a także wymarzona przestrzeń do rozkwitu grup przestępczych i korupcji. W Polsce przepisy te są ustanowione w ramach ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. 

Znasz policjanta lub policjantkę, którzy powinni przeczytać ten wywiad? Prześlij go!

Bądź na bieżąco i Poznaj Psychodeliki na Fejsie, YouTube i Instagramie.

Jak korzystać z grzybów psylocybinowych?

grzyby

Pamiętacie, jak Muniek Staszczyk śpiewał „jest super, jest super, więc o co ci chodzi?”. O coś jednak chyba chodzi, bo według oficjalnych statystyk z problemami takimi jak depresja, stany lękowe czy uzależnienia mierzy się ponad 6 milionów Polaków.

Jeśli chodzi o powszechną praktykę radzenia sobie problemami natury psychologicznej to zasadniczo lekarze przepisują prochy. Teoria jest taka, że standardowa medyczna procedura nie istnieje, bo każdy to inny płatek śniegu i wszystko opiera się na kwestiach indywidualnych. Realia są takie, że wszyscy są na psychotropach.

tumblr_o902wqay0v1rl5twmo1_500

„Bądź uśmiechnięty, bierz legalne narkotyki”

Lekarze przepisują przeważne dwie klasy narkotyków, ups przepraszam, leków:
1. Leki typu SSRI, takie jak np.   Fluoksetyna (Prozac), na depresję oraz  2. Benzodiazepiny (Alprazolam, Estazolam, etc.) na stany lękowe i sen. Te drugie mogą przepisać nawet interniści. Niestety skuteczność antydepresantów jest równa placebo, a wychodzenie z takiego uzależnienia od benzodiazepin to wielomiesięczna batalia. Ponadto istnieje bardzo długa lista niefortunnych „efektów ubocznych” leków psychiatrycznych – od kompletnej zmiany osobowości, po występowanie myśli samobójczych.

Klasyczne leki antydepresyjne typu SSRI opierają się na założeniu, że źródłem depresji jest brak równowagi chemicznej w mózgu, modulując tym samym poziom serotoniny w centralnym układzie nerwowym. Prawda jest jednak taka, że ta teoria została już obalona. Sami psychiatrzy, przynajmniej ci z szerszymi horyzontami, doskonale o tym wiedzą. Jednak 6 milionów osób z zaburzeniami to 6 milionów klientów firm farmaceutycznych. A biznes musi się kręcić. Tak więc lekarze przepisują proszki i jeżdżą na wypasione konferencje, big pharma liczy kasę, a ludzie chodzą naćpani uzależniającymi środkami, na których skuteczność nie ma wiarygodnych dowodów naukowych. Jednocześnie nie może obecnie dojść do zmiany tego modelu, ponieważ rozwój nowych leków i terapii jest blokowany przez rząd idiotycznymi przepisami „anty-narkotrykowymi”. W takim właśnie świecie żyjemy.

W tej sytuacji zupełnie naturalne wydaje się, że rośnie liczba osób rozczarowanych konwencjonalnym podejściem do leczenia chorób cywilizacyjnych. Ludzie niekoniecznie chcą być pionkiem w grze interesów firm farmaceutycznych, biernych polityków i konformistycznego środowiska lekarskiego. W związku z powyższym coraz więcej Polek i Polaków decyduje się wziąć sprawy w swoje ręce i zjeść magicznego grzybka – to przynajmniej działa. Wiedzą to nawet w Ministerstwie Zdrowia.

badanieMZ.png

Fragment odpowiedzi z Departamentu Zdrowia Publicznego MZ na moją petycję dot. dekryminalizacji Psylocybiny i Psylocyny


W związku z powyższym powstał niniejszy przewodnik po grzybach zawierających psylocybinę. Jeśli już ktoś decyduje się się na spożywanie grzybów, powinien wiedzieć, jak zrobić to bezpiecznie.

Muszę przy tym poinformować czytelników, że odradzam konsumpcję grzybków osobom cierpiącym na depresję czy inne dolegliwości natury umysłowej, chyba że dzieje się to pod odpowiednim nadzorem i w zgodzie z lokalnym prawem. Ponadto trzeba zauważyć, że leki typu SSRI (większość klasycznych antydepresantów) w znacznym stopniu osłabiają działanie zawartej w grzybach psylocybiny. W związku z tym takie doświadczenia są możliwe jedynie po dłużej przerwie od odstawienia wesołych pastylek – co oczywiście nigdy nie powinno się dziać bez nadzoru lekarskiego.

Mimo, że spektakularne wyniki badań przytaczane m.in. przez polskie Ministerstwo Zdrowia wskazują, że psylocybina może w przyszłości zastąpić klasyczne antydepresanty i pomóc w walce z uzależnieniami, należy pamiętać, że doświadczenia, które stanowiły bazę tych wyników odbywały się w kontrolowanych warunkach, pod medycznym nadzorem i przy zachowaniu pełnego protokołu bezpieczeństwa.

Faktem pozostaje przy tym, że grzyby psylocybinowe były z powodzeniem używane przez ludzkość od tysięcy lat. Przez antropologów, botaników i religioznawców są uznawane za najstarszy środek halucynogenny używany przez ludzkość, oferujący podróże dużo ciekawsze niż te do bułgarskich Złotych Piasków. Ponadto w ostatnio przeprowadzonych badaniach zdobyły również tytuł najbezpieczniejszej substancji psychoaktywnej świata.

1. Substancja

IMG-3005.jpg

Psilocybe Cubensis Cambodian

Wszystko fajnie, ale pewnie zastanawiacie się zapewne skąd wziąć grzyby, żeby w ogóle mieć możliwość przejścia przez takie doświadczenie?

Pamiętacie, jak mówiłem, że mamy w Polsce bzdurne prawo? Zupełnie legalnie możecie kupić sobie tzw. growkit i w ciągu 2-3 tygodni wyhodować swoje własne psylocybinowe grzybki. W momencie, w którym rozpoczynacie proces uprawy, a grzybnia zaczyna wytwarzać aktywne alkaloidy, wszystko przestaje być już niestety zgodne z prawem.

Tym samym, żeby nie wpakować się w żadne tarapaty sugeruję zrobić wszystko po bożemu, czyli w zgodzie z lokalnym prawem i wybrać się na wycieczkę do Czech, Austrii, Portugalii, Holandii, Kanady lub Brazylii.

Dla osób, które posługują się angielskim rozsądną opcją jest też skorzystanie z oferty Brytyjskiego Towarzystwa Psychodelicznego, które regularnie organizuje wyjazdy do Holandii, gdzie przez takie doświadczenie można przejść pod profesjonalną opieką i w bardzo komfortowych warunkach.

2. Podstawowa zasada: set & setting

Najważniejsza zasada przy stosowaniu grzybów (i innych psychodelików) jest znana pod nazwą set & setting. Set oznacza nastawienie psychiczne, setting otoczenie. Oba te elementy są dwoma stronami tej samej monety, wpływając i definiując się wzajemnie. Jeśli miałbym użyć kiepskiego porównania, to powiedziałbym, że to Set i Setting to Yin i Yang psychodelicznych podróży. Z jednej strony nasz nastrój i oczekiwania (set) definiuje otoczenie (setting), w którym ma dojść do doświadczenia, z drugiej otoczenie (setting) wpływa na nastawienie psychiczne i nastrój (set).

tumblr_oqqmo9V5wQ1vti7cqo1_500Jeśli chodzi o set to przez doświadczenie z grzybami najlepiej jest przechodzić z możliwie pozytywnym i otwartym nastawieniem. Podejść do tego tak, jak do ekscytującej podróży na zupełnie nowy kontynent. Taki, na którym jeszcze nigdy Cię nie było. Również żadne dwa doświadczenia, tak jak żadne dwie podróże, nie są takie same.

Nie warto również mieć wobec grzybów nierealistycznych oczekiwań. Psylocybina to nie kokaina, alkohol, ani też MDMA (ecstasy). Chcę przez to powiedzieć, że grzybki to nie narkotyk, który sprawi, że natychmiast poczujesz się dobrze, a problemy znikną, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pozytywne zmiany, które zachodzą w ludziach po takich doświadczeniach są raczej „efektem ubocznym” konfrontacji ze swoimi własnymi emocjami lub też wystąpienia zjawiska tzw. śmierci ego – chwilowego załamania utożsamiania się z nabytą w procesie socjalizacji tożsamością. Jeśli na chwilę przekraczasz to, co uznajesz za swoje zwykłe „ja”, przekraczasz również problemy, które się z tym „ja” utożsamiają. Na prawdę trudno to opisać. Ale kiedy już wrócisz, jest duża szansa, że możesz mieć nieco większy dystans do tego, co zwykło Cię wcześniej martwić.

Zresztą, jak twierdził Carl Gustav Jung prawdziwe zdrowie można odnaleźć tylko w doświadczeniu transcendentnym: w ekstazie śmierci ego i narodzin jaźni i „ponownego odrodzenia”.

 

3605427969_0b66656134_b.jpg


Jeśli zaś chodzi o
setting to w badaniach klinicznych, w których psychiatrzy badają wpływ psylocybiny na ludzki organizm wszystko odbywa się w miłym, ciepłym pokoju – takim z kadzidełkami, poduszkami, kocami i spokojną klasyczną lub orientalną muzyką.

Tutaj możesz ściągnąć playlistę na Spotify przeznaczoną specjalnie do doświadczeń z grzybami, stworzoną przez naukowca Billa Richards’a.

Najlepiej jest, jeśli takie miejsce znajduje się w cichej i spokojnej lokalizacji, blisko natury. Nie ma nic piękniejszego, niż spacer po parku lub lesie w końcowej fazie grzybowego tripa. Przez pierwsze parę godzin lepiej jest nie wychodzić z pomieszczenia i dać sobie czas na przeżycie wszystkiego w kameralnym otoczeniu, będąc po prostu samemu ze sobą. Tak będzie również bezpieczniej.

To, że wszystko dzieje się w takich warunkach, a nie na transowym festiwalu czy domówce, nie jest oczywiście przypadkiem. Przez 4 do 6 godzin oddziaływania substancji powinniśmy mieć zapewnione warunki, w których czujemy się bezpiecznie i nie istnieje ryzyko, że ktoś nieproszony tam wejdzie i to doświadczenie zakłóci.

54eb59d77b29a_-_little-house-on-the-lake-couch-living-area-0912-xln

Idealne miejsce na podróż

3. Dawka

Przyjęcie odpowiednio wysokiej dawki grzybów psylocybinowych powoduje, że się tak wyrażę, wywarzenie drzwi percepcji. W związku z powyższym pozwolę sobie podkreślić raz jeszcze, że to Z-A-W-S-Z-E powinna być przemyślania decyzja.

Ilość psylocybiny w poszczególnych grzybach może się różnić w zależności od gatunku, a tych istnieje ponad 200. Ponadto jej stężenie delikatnie spada z czasem i w zależności od warunków przechowywania. Najpopularniejsze w naszym rejonie gatunki to Psilocybe Cubensis i Psilocybe Semilanceata, zawierające średnie stężenia psylocybiny. Grzyby można jeść na surowo lub suszone i raczej na pusty żołądek.

tumblr_ntsrajQMY71uvfaz5o1_500.jpg

To na jaką dawkę się zdecydujesz będzie miało kluczowe znaczenie dla całego doświadczenia. Generalnie rzecz ujmując „standardowy” trip to ok. 2-3 gramów suszonych Cubensisów. Grzyby nie są toksyczne i nie można ich przedawkować. Można jednak całkiem prosto wziąć za dużo i wejść na poziom doświadczenia, na który nie jesteśmy gotowi. Takie zdarzenia mogą czasami doprowadzić do „bad tripów” , lub po prostu utraty poczucia przyjemności i komfortu wynikających z rozdźwięku pomiędzy wstępnymi oczekiwaniami, a poziomem doznań.

Z drugiej strony naukowo zostało dowiedzione, że to właśnie te trudne i wymagające doświadczenia na większych dawkach mają największy terapeutyczny potencjał, jeśli odbywają się w kontrolowanych warunkach i z jasno określonymi oczekiwaniami. I tu wraca kwestia oczekiwań właśnie, czyli musicie wiedzieć jakiego rodzaju doświadczenie chcielibyście przeżyć. Generalnie na dawkach poniżej 1 grama nie dochodzi do żadnych spektakularnych przeżyć. Jeśli jest to Twój pierwszy raz nie radzę przekraczać 1,5 grama. To wystarczająco dużo, żeby zapoznać się z efektami i nie spanikować. Zawsze można wziąć więcej następnym razem. I jeszcze jedno – grzybów się nie dojada, co oznacza, że decydujemy raz, a dobrze.

dawkowanie.png

UWAGA: Niniejsze wartości dawkowania są adekwatne do suszonych grzybów, czyli takich, których nóżki łamią się, jak zapałki pod naciskiem palców. Od momentu zerwania, do takiego stanu, grzyby mogą wraz z utratą wody mogą stracić nawet 90% swojej pierwotnej masy. Aby oszacować adekwatną dawkę grzybów świeżych, warto użyć tego kalkulatora.

Jak często przez takie doświadczenia przechodzić?

Odpowiedź jest i nie jest prosta. Wszystko zależy od dawki. Profesor James Fadiman, badacz doświadczeń psychodelicznych i dawny wykładowca Harvarda i Stanforda, rekomenduje, żeby w intensywnych podróżach brać udział nie częściej niż raz na kilka miesięcy. W przypadku dawek małych lub progowych (tzw. mikrodozowanie) możliwe jest przyjmowanie substancji 1-2 razy w tygodniu. Niniejsze estymacje wynikają z dwóch spraw. Po pierwsze po przyjęciu psylocybiny rozwija się od razu tzw. zjawisko tolerancji. Oznacza to, że organizm potrzebuje przerwy, aby ponownie odczuć efekty działania substancji (uznaje się, że minimalny okres przerwy pomiędzy średnimi i większymi dawkami to przynajmniej 2 tygodnie). Po drugie istotne jest zapewnienie sobie odpowiedniej ilości czasu i przestrzeni na proces integracji doświadczenia i zyskania dystansu do przebytej podróży.

4. Trip sitter / przewodnik

Fajnie się podróżuje samemu, ale jednak fajniej i bezpieczniej z kimś sensownym u boku. Osoby, które towarzyszą psychonautom w podróżach określa się mianem przewodników lub trip sitterów. Przewodnicy specjalizują się w kompleksowym przygotowaniu sesji, które mają na celu wywołanie tzw. doświadczenia enteogenicznego – to znaczy głębokiego doświadczenia na wysokiej dawce, które poprzedzają wielodniowe przygotowania. Trip sitter to luźniejsze określenie dla osoby, która po prostu czuwa nad tym, żeby doświadczenie poszło możliwie gładko i nie wymknęło się spod kontroli.

Najważniejszą rolą przewodnika i/lub sittera jest zapewnienie poczucia komfortu i bezpieczeństwa podczas podróży. Do tego potrzebny jest ktoś odpowiedzialny,  opanowany i godny zaufania. Ktoś, kto ma za sobą własne doświadczenia i wie, jak się zachować w wypadku turbulencji.

tumblr_oztnzw35K91wij3vlo1_400Psylocybina jest substancją wyjątkowo bezpieczną, jednak w wyniku zmian percepcji możemy czasami mieć mylne wrażenie, że dzieje się coś złego. Jeśli zaczniesz się stresować, to właśnie ta osoba zapewni Cię, że wszystko jest OK – nawet jeśli wydaje Ci się, że wsysa Cię właśnie czarna dziura. Ktoś, kto potrzyma za rękę, zmieni muzykę lub oświetlenie, jeśli tylko zauważy, że Twoje doświadczenie zmierza w negatywną stronę.

Mimo, że istnieją różne poglądy na ten temat, przewodnicy i sitterzy raczej nie powinni przyjmować substancji w trakcie doświadczenia osób, nad bezpieczeństwem których czuwają. Zasada wynika z tego, aby cały czas posiadali „zdolność operacyjną”, czyli ogarniali na wypadek jakichkolwiek trudności. Z drugiej strony osobom przechodzącym przez doświadczenia z psychodelikami taka sytuacja zapewnia dodatkowy komfort i poczucie bezpieczeństwa.

W sytuacjach klinicznych tę rolę będzie pełnił przeszkolony terapeuta, a tradycyjnych ceremoniach indiańskich – szaman.

5. Czy to na prawdę takie bezpieczne?

Wspomniałem już, że grzyby psylocybinowe zostały uznane za najbezpieczniejszą substancję psychoaktywną na świecie. Oznacza to, że w wyniku konsumpcji w przeważającej części przypadków nie dochodzi do istotnych problemów dla użytkowników, ani też zagrożenia dla osób znajdujących się w otoczeniu. Od grzybów nie można się uzależnić, ani też, wbrew obiegowym opiniom, postradać zmysłów (sprawą dyskusyjną w tym względzie jest jedynie teoretyczne ryzyko wydobycia chorób psychicznych dla osób, które mają w swojej rodzinie genetyczną historię zaburzeń tej natury).

Musimy jednak pamiętać, że żadna substancja zmieniająca świadomość nie jest w 100% bezpieczna i w każdej sytuacji istnieją zagrożenia, z których należy sobie zdawać sprawę. Oprócz wspomnianego wcześniej ryzyka przeszacowania dawki i wpakowania się tym samym w tzw. bad tripa, należy wspomnieć o potencjalnej możliwości wystąpienia Zespołu Stresu Pourazowego (PTSD) w wyniku bardzo trudnego, traumatycznego i niekontrolowanego doświadczenia. Celem tego poradnika jest między innymi wskazanie na wszystkie zawory bezpieczeństwa, które takie ryzyko minimalizują.

W bardzo nielicznych przypadkach istnieje także możliwości wystąpienia HPPD (Hallucinogen Persisting Perception Disorder), czyli tzw. zaburzenia postrzegania spowodowanego halucynogenami. Oznacza to dalsze trwanie zmian wizualnych, mimo tego, że działanie substancji dawno ustąpiło. Niestety nie istnieją obecnie badania, które w jasny sposób wskazują, jak dużej części użytkowników te problemy są w stanie dotknąć. Szacuje się, że tej dolegliwość może doświadczyć od 0,12% do 4,1% użytkowników substancji psychoaktywnychNie ma również odpowiedzi na pytanie, czy HPPD można nabawić się przy pierwszym doświadczeniu, czy jedynie w wyniku długotrwałego stosowania substancji. Wszystko zależy bowiem od predyspozycji genetycznych.

Posłowie

Grzyby to świetna zabawa, ale jak to z każdą świetną zabawą warto pomyśleć o tym, żeby nie zrobić sobie kuku. Mam nadzieję, że utrwalenie sobie tych prostych zasad zwiększy poziom bezpieczeństwa i być może pozwoli Wam przeżyć coś pięknego. Ponieważ nie mam już nic więcej do dodania, pozwolę sobie zakończyć cytatem z Terrence’a McKenny:

We współczesnych czasach wielu ludzi marzy o tym, by poznać swą prawdziwą tożsamość. Wbrew pozorom, nie jest to takie trudne. Wystarczy sięgnąć po wiedzę zawartą w świecie roślin halucynogennych. Ten bowiem, kto nie zna swej prawdziwej istoty, jest niczym innym jak bezduszną rzeczą – golemem. Ów wizerunek zdaje się jednak idealnie obrazować większość mieszkańców stechnicyzowanych cywilizacji przemysłowych, którzy opierają swoją tożsamość na zmiennych modach i stylach życia popularyzowanych przez mass media. Ich świat złożony z jałowej żywności, brukowych środków przekazu i kryptofaszystowskiej polityki, skazuje ich na toksyczne życie w stanie obniżonej świadomości. Znieczuleni przez codzienny program telewizyjny, są żywymi trupami, których utrzymuje w ruchu wyłącznie konsumpcja. 

tumblr_osmv4ljajz1vsku7uo1_500.jpg

Podobało Ci się? Poznaj Psychodeliki na YouTube!

Min. Zdrowia: „Znamy badania, w których grzyby leczą depresję”

Uncategorized

Pamiętacie naszą petycję w sprawie uwolnienia grzybów psylocybinowych z więzienia obecnych regulacji prawnych? Po kilku tygodniach z Ministerstwa Zdrowia przyszła odpowiedź. Poniżej moja analiza kluczowych fragmentów.

Pełna odpowiedź na petycję z Departamentu Zdrowia Publicznego MZ – kliknij tutaj!

1.0.png

„Polskie regulacje są zgodne z konwencjami ONZ”

Pierwszy wątek poruszany w liście, który otrzymałem od Pani dyrektor Departamentu Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia, dotyczy nie tyle samych grzybów psylocybinowych, co fundamentów polskiego prawa, które w swoim duchu jest zgodne z wytycznymi konwencji ONZ z 1971 roku.

Problem polega na tym, że ta konwencja nigdy nie powinna powstać.

Wspomniana Konwencja to archaiczny dokument, przepchnięty przez ONZ z przesłanek ideologicznych, który doprowadził do większej ilości szkód, niż pożytku dla zdrowa publicznego. Błędne są jej założenia, w myśl których prohibicja m.in. psychodelików i wielu innych grup substancji psychoaktywnych miałaby chronić zdrowie i życie obywateli.

Jak jest w praktyce?

W wyniku stosowania zapisów tej Konwencji, same tylko Stany Zjednoczone wydały już nieskromne 51 000 000 000 (miliardów) dolarów na tzw. „walkę z narkotykami”, a mimo to nie spadła liczba osób korzystających z różnego rodzaju substancji, ani też liczba uzależnionych. Wręcz przeciwnie – stale rosną koszty finansowe i społeczne wynikające z prohibicji [źródło: Drug War Statistics]. Nie trzeba chyba dodawać, że wszystko to, to woda na młyn narkotykowej mafii. Jakby tego było mało, to zapisy tej Konwencji, w myśl których zakazuje się używania praktycznie wszystkich substancji psychoaktywnych poza alkoholem i nikotyną, są w oczywisty sposób sprzeczne z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka, na fundamentach której powstała Organizacja Narodów Zjednoczonych. Nie mówiąc już innym skutku ubocznym – masowym alkoholizmie Polaków. Wbrew powszechnej opinii publicznej, podział substancji, wg. linii legalne / nielegalne nie ma nic wspólnego z ich wpływem na zdrowie. Przykład: nielegalna marihuana, która nie zabiła nikogo i legalny tytoń uśmiercający miliony każdego roku.

Screen+Shot+2016-11-11+at+5.50.10+PM.png

Każdego roku przed zgromadzeniami ONZ jesteśmy świadkami protestów przeciwko krzywdzącym, archaicznym i nieudanym regulacjom prawnym. 

Jesteśmy tym samym widzami trwającego od końcówki lat 60-tych spektaklu pt. „War on Drugs”, który odgrywany jest naiwnej publiczności w imię politycznej poprawności. To jednak nie jest wojna z narkotykami, ale prowadzona przez rządy wojna z nauką i swoimi własnymi obywatelami. Ponad 80% zatrzymań dotyczy w końcu użytkowników substancji psychoaktywnych, a nie producentów. Z dbałością o zdrowie publiczne nie mają te zasady nic wspólnego. Kończąc ten wątek pozwolę sobie jeszcze zauważyć, że można przeprowadzić na poziomie polskich regulacji działania, które nie naruszając Konwencji ONZ przyczynią się do wzrostu poziomu zdrowia publicznego. Jednym z takich działań jest właśnie dekryminalizacja posiadania substancji (zmiana charakteru czynu z kryminalnego, na wykroczenie administracyjne). Pani dyrektor słusznie zaznaczyła, że taka zmiana leży w gestii Ministra Sprawiedliwości. Już nawet Portugalia to zrobiła. Osobiście jednak jakoś nie widzę pana Zbyszka wykonującego takiego ruchu na swojej politycznej szachownicy.

pan Zbigniew

Wróćmy jednak do wątku medycznego.

„Ministerstwo musi mieć dowody, że Psylocybina może mieć zastosowanie w medycynie”

2.0.png

W świetle przepisów polskiej „Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii” Psylocybina znajduje się obecnie w grupie substancji, które nie dość że są uzależniające, to jeszcze bezużyteczne. Jest to oczywisty absurd, ponieważ psylocybina ani nigdy nikogo nie zabiła, ani nikt się od niej nigdy nie uzależnił. Grzyby pomogły za to wielu osobom, czyniąc ich życie o wiele ciekawszym. Nie tylko znajomi są wtedy zabawniejsi, ale muzyka brzmi lepiej, a jeśli istnieje taka potrzeba to można nią wyleczyć cywilizacyjny ból istnienia.

Grzyby psylocybinowe, tak jak wiele innych substancji, są przez prawo uznane za groźne i niebezpieczne nie dlatego, że przeprowadzono jakiekolwiek badania, które o tym świadczą. Stało się tak ponieważ zdecydowali o tym politycy, którzy celowo wprowadzili obywateli w błąd, wykorzystując temat narkotyków do obłudnej gry politycznej. Cofnijmy się w historii politycznej o 50 lat, kiedy John Ehlrichman, doradca prezydenta Nixona (uznawanego za pierwszą twarz „wojny z narkotykami”) – mówił tak:

Kampania Nixona, jak i dwie kolejne administracje, miały dwóch wrogów: protestujących przeciwko wojnie w Wietnamie i czarnych. Wiedzieliśmy, że nie możemy sprawić, aby nielegalne było bycie czarnym, lub przeciwko wojnie, więc zaczęliśmy utożsamiać w oczach opinii publicznej trawę z hipisami, a heroinę z czarnymi. Kryminalizując substancje mogliśmy zakłócać te społeczności, rozbijać ich zebrania, i szkalować je dzień za dniem w wieczornych wydaniach wiadomości. Czy wiedzieliśmy, że kłamiemy w sprawie narkotyków? Oczywiście, że tak. [źródło: CNN]

– John Ehlrichman.

 

obit-ehrlichman.jpg

John Ehlrichman. To temu panu możemy w dużej mierze podziękować za dzisiejsze, obłudne i krzywdzące prawo.

To jest prawdziwy cytat. Serio.

Dokładnie z tych samych powodów penalizacji poddane zostały utożsamiane z ruchem hippisowskim psychodeliki.  Dokumentacja, która świadczyła o tym, że są to substancje wyjątkowo bezpieczne, jak i posiadające potencjał w leczeniu schorzeń psychiatrycznych, została całkowicie zignorowana przez środowisko polityczne. Co więcej nie ograniczono się do zakazu rekreacyjnego używania tych substancji. W 1966 roku z dnia na dzień zamknięto wszelkie projekty badawcze, mimo bardzo obiecujących wyników wykorzystania LSD w psychiatrii, np. w leczeniu alkoholizmu [źródło: Human Psychdelic Research: A Historical And Sociological Analysis].

LSD, ecstasy (MDMA), Psylocybina i Marihuana od lat były uznawane za substancje szczególnie podatne do nadużyć. Niemniej jednak, ich początków należy doszukiwać się w działalności medycznej. W latach 60-tych opublikowano ponad 1,000 badań naukowych, które wskazują na liczne zastosowania LSD w psychoterapii. Podobnie było w przypadku MDMA, która w latach 70-tych była używana jako pomoc służąca psychoterapeutom w lepszym nawiązaniu więzi z pacjentem i leczeniu traumatycznych przeżyć. Marihuana przez tysiące lat była używana w szerokim zakresie schorzeń, od malarii po reumatyzm. Na mocy ustawy z 1970 roku, tzw. „Controlled Substance Act” amerykańskie regulacje prawne skończyły z medycznym wykorzystaniem tych środków. Trzy konwencje zaadoptowane przez ONZ sprawiły, że prohibicja opanowała praktycznie cały świat.

The Scientific American

I pomyśleć tylko, że to nie z powodu troski o zdrowie, ale na podstawie politycznych manipulacji zrodziły się te nieszczęsne konwencje ONZ, na które powołuje się dzisiaj polskie Ministerstwo Zdrowia. Nieprawdopodobne? A jednak. Joseph Goebbels podobno zwykł mawiać, że „kłamsto powtarzane 1000 razy staje się prawdą.” Na przykładzie kolektywnego prania mózgu w temacie narkotyków widać, że wiedział, co mówi.

Ministerstwo Zdrowia cytuje obecne badania na Psylocybinie

Kiedy doszedłem do tego punktu listu, to musiałem się mocno uszczypnąć. Wrócił do mnie dobry humor. Ktoś w Departamencie Zdrowia Publicznego usiadł nad tematem i wpisał „Psylocybina” w Google. Szacun. W poniższym fragmencie DZP przedstawia przekrój najbardziej istotnych badań prowadzonych w ostatnich latach na Psylocybinie.

CN.png

2.png

 

tumblr_oaizhbUzPu1v3t1l7o1_500

Od tysięcy lat grzyby psylocybinowe pomagają ludziom zajrzeć w siebie i zrozumieć istotę problemów z którymi się zmagają. Dzisiaj potwierdzają to badania.

 

Dalej w liście jednak czytamy:

3.png

Polska polityka narkotykowa, czyli anty-przepis na innowacje 

Mimo spektakularnych wyników badań zostaliśmy przez Panią dyrektor poinformowani, że obecnie zmiany „nie są zasadne”, nad czym ubolewam, bo według mnie są. MZ uważa jednak, że potrzeba nam więcej dużych, poważnych badań.

Problem polega na tym, że te badania się w Polsce nie odbędą. W świetle obecnych regulacji nikomu nie opłaca się ich robić.

Profesor David Nutt, prezes Brytyjskiego Stowarzyszenia Neuronauki, oraz profesor neuropsychofarmakologii Edmond J. Safra podejmując próby prowadzenia badań na psylocybinie wielokrotnie informowali w jaki sposób obecne regulacje ograniczają możliwości badawcze. Trzeba tu zaznaczyć, że regulacje w Wielkiej Brytanii są dokładnie takie same jak w Polsce, ponieważ wynikających z tych samych konwencji ONZ.

Trzymanie substancji takiej jak Psylocybina w grupie „A” (w Polsce „I-P”) oznacza, że używanie tej substancji do badań jest praktycznie niemożliwe. Nie udało nam się jeszcze rozpocząć badania, ponieważ nie możemy znaleźć firm, które podjęły by się wyprodukowania leku, i które byłyby gotowe na przejście przez skomplikowaną, biurokratyczną procedurą uzyskiwania licencji. Ta procedura może zająć rok i potroić przy tym koszt całego przedsięwzięcia. Cała sytuacja jest powodowana przez prymitywne i staroświeckie założenie, w myśl którego substancje z grupy „A” nie mają zastosowań medycznych, tak więc dostęp do ich badania jest maksymalnie utrudniony.  [źródło: Imperial College]

Jak czytamy w artykule prestiżowego Scientific American:

Rozpoznanie nowych leków psychiatrycznych, czy to wobec leczenia depresji, autyzmu, czy schizofrenii jest obecnie niemal całkowicie zawieszone. Innowacja w psychiatrii osiągnęłaby zupełnie inne tempo, gdy tylko farmakolodzy nie musieli się stykać z przestarzałym systemem prawnym. Rezultatem takich zmian mogłoby być stworzenie zupełnie nowej klasy leków, które bazują na znanych strukturach chemicznych. Zmiana w myśleniu jest jednak niezbędna do tego, aby w końcu skutecznie pomóc milionom Amerykanów cierpiących na depresję i choroby cywilizacyjne.

Jakby ktoś się zastanawiał to zaburzenia psychiczne ma 8 milionów Polaków. Byłoby tu kogo leczyć.

tumblr_od85zlNnHS1t23d82o1_1280

Badania prowadzone na psylocybinie zawdzięczamy garstce naukowców, gotowych walczyć z biurokracją i uprzedzeniami


Nadmiernie zachowawcze podejście przedstawicieli administracji państwowej do modernizacji polityki narkotykowej rodzi niestety poważne konsekwencje. W wyniku braku decyzyjności Polska dalej będzie się wlec w ogonie rankingów biotechnologicznej innowacyjności, a setki tysięcy osób, którym takie terapie mogłyby pomóc będą przez kolejne lata skazane na wizyty w Czechach lub Holandii. Czyli najprawdopodobniej nigdy z nich nie skorzystają. 
Jestem przekonany, że ta sytuacja się w końcu zmieni. Szkoda tylko tych wszystkich osób, którzy tych zmian nie doczekają. Część osób cierpiących na lekooporną depresję lub zespół stresu pourazowego popełni samobójstwa. Część dalej będzie żyć, ale nigdy nie uwolni się od przeświadczenia, że są bezwartościowi, zapadając się z dnia na dzień w otchłani alkoholizmu. Smutne.

Psychodeliczny comming out

W imieniu swoim i osób zgromadzonych w społeczności „Poznaj Psychodeliki” informuję Ministerstwo Zdrowia, Ministerstwo Sprawiedliwości i wszystkich innych urzędników sprawujących służbę publiczną:

Mamy dość wojny z narkotykami; mamy dość hipokryzji, nieudanej i nieudolnej kampanii prowadzonej przeciwko obywatelom za publiczne pieniądze. Mamy dość absurdalnego prawa i międzynarodowych konwencji. To prawo i te konwencje są złe, krzywdzące i niesprawiedliwe; są ciosem wymierzonym w fundamenty człowieczeństwa i wolności wyboru. Są nieudolną próbą wciśnięcia ludzkiej natury w kagańce absurdalnych przepisów rodem z powieści Franza Kafki. Mamy dość naukowej cenzury, świętoszkowatości i udawanej troski polityków o „dobro młodzieży”, którzy w imię tego dobra chcą ich wsadzać do więzień za palenie trawki, a nie potrafią zmienić załącznika w ustawie, co w konkretny sposób przyczyniłoby się do podniesienia poziomu bezpieczeństwa Polaków.

Przyszedł czas na zmianę. Prawdziwa zmiana nie zaczyna się jednak w gabinecie pani dyrektor w Ministerstwie Zdrowia, ani nawet Jej obecnego szefa, lub żadnego innego polityka. Ta zmiana zaczyna się w Tobie.

giphy.gif

Potrzebujemy przedstawicieli świata akademickiego, którzy wystąpią w swojej działalności przeciwko naukowej cenzurze. Chcesz być jednym z nich? Dołącz do Polskiego Partnerstwa Psychodelicznego.

Potrzebujemy dziennikarzy, którzy nie będą bali się mówić i pisać o tym, że temat narkotyków nie jest czarno-biały, a substancje takie jak Psylocybina, LSD czy MDMA pomogły wyjść z depresji, uzależnień i innych schorzeń setkom tysięcy ludzi.

Potrzebujemy zwyczajnych ludzi – bohaterów, którzy nie będą bali wyjść na ulicę, rozmawiać o swoich doświadczeniach z bliskimi, ani wyrażać własnych opinii na forum publicznym.

Potrzebujemy Ciebie.

Poznaj Psychodeliki na Facebook’u i  YouTube

Za pomoc w przygotowaniu tego artykułu dziękuję Ani Spittal.

„Każdy powinien tego spróbować” – Jarosław Kaczyński o swoim doświadczeniu z LSD

Uncategorized

„Każdy powinien tego spróbować” – napisał na Twitterze Jarosław Kaczyński po swoim pierwszym doświadczeniu z LSD.

Do tzw. tripa doszło podczas weekendu w domu prezesa PiS na warszawskim Żoliborzu.

-2.jpg

Jarosław Kaczyński w trakcie zabawy ze swoim kotem

„Uświadomiłem sobie, że nie możemy dzielić ludzi na lepszy i gorszy sort Polaków; na zdradzieckie mordy i na tych, którzy są z nami. Polska jest naszym WSPÓLNYM dobrem.” – czytamy w kolejnym Twicie prezesa PiS.

W kuluarach na Nowogrodzkiej mówi się o tym, że Prezes zdecydował się spróbować kwasu po namowach posłanki Pawłowicz, która weszła w posiadanie narkotyku na festiwalu Audioriver.

Nieformalnie mówi się o tym, że w najbliższych dniach pojawi się projekt posłów PiS ws. zmiany statusu prawnego LSD-25. Przypominamy, że obecnie dietylamid kwasu d-lizergowego znajduje się w wykazie substancji psychotropowych pozbawionych właściwości leczniczych.

„To się musi zmienić” – miał powiedzieć Jarosław Kaczyński w szczytowym momencie swojego doświadczenia.

-1.gif

Dla formalności redakcja informuje, że jest to fake news.

Petycja do GIS ws. grzybów psylocybinowych

Uncategorized

Masz wrażenie, że przepisy penalizujące posiadanie grzybów psylocybinowych nie mają najmniejszego sensu? Chcesz żyć w Państwie, w którym urzędnicy podejmują decyzję w oparciu o fakty naukowe, a nie uprzedzenia? To wszystko jest możliwe, ale trzeba się zaangażować!

Podziel się ze znajomymi moją petycją ws. zmiany prawnego statusu grzybów psylocybinowych – niesamowitych organizmów, które pomagają utrzymywać balans w ekosystemie i zostały uznane za najbezpieczniejszą substancję psychoaktywną na świecie!

Wojna z narkotykami nie działa. W najbliższych latach czeka nas w Polsce poważna reforma prawa narkotykowego. Zasługujemy na nowoczesne, racjonalne i pragmatyczne prawo zbudowane na fundamentach wiedzy naukowej, a nie uprzedzeń i ignorancji.

Jednak, jak powiedział sam Bilbo Baggins „każda, nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku.” Nie jest Ci obojętny los niewinnych łysiczek porastających polskie łąki? Udostępnij tę petycję i uwolnij grzyby!

Podpisz petycję TUTAJ!

pety

Razem możemy wszystko.

Piotrek

photo: kT LindSAy

 

 

„Chcieliśmy zbawić świat”. Wywiad z Timem Scully’m, chemikiem, który wyprodukował 4 miliony dawek LSD

LSD

Specjalnie dla widzów i czytelników Poznaj Psychodeliki mam prawdziwy exclusive: wywiad z Timem Scully’m, czyli 1/2 duetu odpowiedzialnego za masową popularyzację LSD w Stanach w latach 60-tych. Tim i jego laboratoryjny partner, Nick Sand, wyprodukowali  4 miliony dawek „Orange Sunshine” – najbardziej znanego kwasu w historii. Z wywiadu dowiecie jak wyglądała Ameryka za czasów długowłosych hipisów, czego Tim nauczył się w więzieniu i czy LSD może zbawić ludzkość.

PoznajP: Tim, czy możesz nam trochę opowiedzieć o tym, jak wyglądało życie w latach 60-tych w Stanach?

Oczywiście mogę mówić tylko o tym, co widziałem sam. Była to stosunkowo niewielka część Ameryki. To, o czym Ci opowiem dotyczyło przede wszystkim średniej klasy białych Amerykanów żyjących w Kalifornii. Na początku lat 60-tych byłem studentem UC Berkeley. To było w szczytowym momencie zimnej wojny. Wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że nuklearny armagedon stanowił realne zagrożenie i mógł się zdarzyć dosłownie każdego dnia.

Poza tym dla średniej, białej klasy to był całkiem dobry czas. Poza studiowaniem miałem wtedy dwie prace. Na pół etatu pracowałem w laboratorium promieniowania przy Uniwersytecie Lawrence’a, a poza tym miałem mały biznes doradczy na strychu w mieszkaniu dziadków. Zajmowałem się elektroniką, podążając za radami mojego ojca. Ojciec nie chciał, żebym angażował się w politykę. Miałem zostać fizykiem nuklearnym i prowadzić badania w oparciu o rządowe granty. Z tego powodu nie uczestniczyłem w demonstracjach, ale wiedziałem że odbywają się marsze i protesty przeciwko segregacji rasowej, wojnie w Wietnamie i manifestacje na rzecz wolności słowa. Poza uniwersyteckim kampusem ludzie nie przejmowali się takimi sprawami. Byli zadowoleni z życia i niespecjalnie skłonni do kwestionowania autorytetu władzy.

Manifestacja studentów UC Berkeley w 1964 roku

W drugiej połowie lat 60-tych coś się zmieniło. Nie tylko ludzie na kampusie, ale także poza nim, szczególnie ci, którzy mieli doświadczenia z LSD, zaczęli kwestionować politykę władz i największych korporacji. W mniejszym stopniu reagowali na kampanie reklamowe. Stawali się mniej wydajnymi konsumentami. Całkiem spora grupa białych dzieciaków zwróciła się w kierunku żywności organicznej, niektórzy zaczynali sami hodować swoje pożywienie (zobacz: back-to-the-land-movement). W większym stopniu zaczęto dostrzegać problemy związane z nierównościami na tle rasowym i równouprawnieniem kobiet, chociaż męski szowinizm nadal był obecny, nawet w hipisowskich środowiskach. Zwracano też uwagę na problemy ekologiczne. Opozycja wobec interwencji w Wietnamie nabrała historycznych rozmiarów.

Joan Baez i Bob Dylan w latach 60-tych byli jednym z głosów pokolenia, poruszali w swoich utworach  tematy polityczne i społeczne

Innym ważnym aspektem tamtych czasów była eksplozja wolnej miłości. Stało się tak częściowo w wyniku rozwoju metod antykoncepcji, w szczególności wprowadzenia nowej pigułki. Wraz z rozwojem sceny psychodelicznej rozkwitała aktywność muzyczna i artystyczna. Zanim w społeczeństwie rozprzestrzeniły się twarde narkotyki, długowłosi ludzie, których mijałeś na ulicy chodzili uśmiechnięci, a w oczach mieli błysk.

Mógłbyś nam opowiedzieć o swoim pierwszym doświadczeniu z LSD?

W 1965 roku mój przyjaciel, który studiował wówczas filozofię orientalną, Don Douglas, pokazał mi kilka książek, z którymi zetknął się podczas zajęć. Zacząłem czytać Aldousa Huxley’a, Alana Watts’a, Thomasa Mertona, Walta Whitmana, Martina Bubera, Idris Shaw i innych. Przeczytałem też artykuły o psychodelikach autorstwa Alperta, Pankhe’a, Savage’a, Clarka i innych naukowców, którzy studiowali używanie tych substancji w kontekście doświadczeń duchowych. Pociągały mnie pomysły, zaprezentowane w tych tekstach. Po raz pierwszy w życiu zainteresowałem się religią. Przeświadczenie o istnieniu Boga wyłącznie w oparciu o wiarę nigdy mnie nie przekonało, ale tu mieliśmy do czynienia z czymś innym. To był mistycyzm oparty na doświadczeniu. Zamiast zmuszać do się zaakceptowania pewnych założeń wyłącznie na podstawie wiary, stanąłem przed okazją przeżycia osobistego, transcendentalnego doświadczenia. Nie widziałem powodu, dla którego doświadczenie spowodowane spożyciem substancji miałoby być mniej istotne od tego, które byłoby skutkiem modlitwy, medytacji czy umartwiania ciała. Don namówił mnie, żebyśmy spróbowali marihuany. Później postanowiliśmy poszukać LSD.

15 kwietnia 1965 roku spróbowałem LSD po raz pierwszy. Przez chwilę czułem jedność z Bogiem, a także ze wszystkimi żyjącymi istotami we wszechświecie. Leaf Fielding, taki pisarz, porównał intensywność doświadczenia LSD z uderzeniem piorunem. Inny pisarz, którego nazwisko teraz umyka mojej pamięci, powiedział, że LSD podzieliło jego życie na okres przed i po kwasie. Może to nie brzmi zbyt imponująco, ale w tamtym momencie to było najważniejsze doświadczenie mojego dotychczasowego życia. Czułem wszechogarniającą jedność ze światem. Tego wieczora miałem wiele wizji. Niektóre z nich nauczyły mnie czegoś o sobie samym, inne otworzyły oczy na wszechobecne piękno świata. Przez chwilę czułem, że wiem jak to jest być poetą, artystą. Całkowicie nowy wszechświat poznania, myśli i uczuć został przede mną odsłonięty. Od tamtego momentu stałem się dużo bardziej wrażliwy na piękno przyrody i na uczucia innych osób.

Mój przyjaciel Don również wziął wtedy LSD po raz pierwszy. Następnego dnia rozmawialiśmy o wszystkich rzeczach, których doświadczyliśmy i zobaczyliśmy. Oboje powtarzaliśmy sobie, że musimy podzielić się tym wspaniałym doświadczeniem z innymi. Nie mogliśmy sobie wyobrazić jak nienawiść, okrucieństwo i destrukcja mogłyby dalej trwać w tym świecie, jeśli wszyscy przeżyliby coś równie głębokiego i pięknego.

Wraz ze swoim partnerem, Nickiem Sandem, wyprodukowałeś 3,6 miliona dawek „Orange Sunshine”, które stało się najbardziej rozpoznawalnym LSD w historii. Czy to było wynikiem tego doświadczenia?

Tak. To było efektem doświadczenia jedności ze światem, czegoś co niektórzy nazywają białym światłem, lub utratą Ego. To doświadczenie sprawiło, że chciałem wyprodukować dużą ilość kwasu i rozdać go wszystkim dookoła. Naiwnie sądziłem, że jeśli każdy mógłby przeżyć coś takiego, ludzie przestaliby być tak samolubni, podli i destruktywni wobec siebie i wobec planety.

Tim Scully i Nick Sand w laboratorium podczas produkcji LSD

Chciałbym przy tym podkreślić, że dziennikarze prawie zawsze określają każdą taką operację jako największą. Generalnie rzecz ujmując, skala produkcji LSD wzrastała wraz ze wzrostem popytu. W związku z tym, kiedy pomagałem Owsley’owi (przyp.autora: Owsley Stanley) wyprodukować 100 gramów LSD (ok. 300 tysięcy sztuk) nazwanego White Lightning  w laboratorium w Point Richmond, to było bardzo dużo jak na owe czasy. Jeśli chodzi o dawki, to Owsley ustanowił je na poziomie od 270 do 300 µg, i tak też z Nickiem (przypis autora: Nicholas Sand) robiliśmy. Owsley ustanowił też swoisty standard czystości substancji, którego się trzymaliśmy. Dwa lata później razem z Nickiem w laboratorium w Windsorze wyprodukowaliśmy ok. kilograma LSD (ponad 3,6 miliona dawek). To było bardzo dużo, jak na tamte czasy.

Chciałbym jednak zaznaczyć, że poza nami byli wtedy inni producenci, którzy również produkowali bardzo duże ilości kwasu. Dam Ci przykład: laboratorium Rona Starka wyprodukowało w późniejszych latach ponad 10 kilogramów LSD, które również zostało opakowane i sprzedawane jako Orange Sunshine. W późniejszych latach Nick też wyprodukował kilogramy LSD w różnych laboratoriach na całym świecie.

Obejrzyj „The Sunshine Makers” za 3,99 USD na YouTube!

Chciałeś zbawić świat za pomocą LSD?

Tak. Byłem wystarczająco młody, żeby chcieć rzucić kwas na wszystkie cztery strony świata, dać go każdemu, kto byłby gotowy go wziąć. W tamtych czasach wydawało nam się, że będziemy w stanie ocalić świat, jeśli tylko odpowiednio dużo osób doświadczy działania LSD. Jeśli spojrzysz na dzisiejszą scenę polityczną, sytuację ekonomiczną i ekologiczną, to szybko przekonasz się, że nam się to nie udało.

2fb3789a63bbe748f7de0c8335e3f82c-1.jpg

Blotter LSD „Orange Sunshine”. Źródło: Erowid.

Patrząc wstecz nie jestem już przekonany, że dawanie LSD każdemu to był dobry pomysł. Niektóre osoby, które nie powinny brać LSD, zrobiły to, i narobiły sobie kłopotów. Niektórzy młodzi ludzie, których mózgi nie były jeszcze wystarczająco dojrzałe, żeby bezpiecznie przyjąć LSD, robili to. Niektórzy używali kwasu lekkomyślnie. Inni używali go mądrze.

Również nie do końca odpowiadał mi fakt, że niektórzy ludzie nie opanowali umiejętności kontrolowania ilości przyjmowanych substancji. Nie zdawałem sobie sprawy, że Ci ludzie mogą mieć duże problemy w związku z brakiem wewnętrznych barier. Pewna grupa nieszczęśliwych osób była gotowa przyjąć jakąkolwiek substancję, która znalazła się w ich zasięgu, w dowolnych ilościach i z łatwymi do przewidzenia dramatycznymi konsekwencjami.

Tim, siedząc w więzieniu zapłaciłeś osobistą cenę za swój udział produkcji LSD. Jakimi lekcjami z tamtego okresu mógłbyś podzielić się z polskimi czytelnikami i widzami Poznaj Psychodeliki?

Dopiero będąc w więzieniu dowiedziałem się o badaniach CIA nad LSD jako potencjalnej broni. Jest to przykład tego, jak bardzo oczekiwania mogą wpłynąć na efekty doświadczeń z psychodelikami. Wyjątkowo zmartwił mnie fakt, że Charles Manson i jego wyznawcy brali LSD, będąc jednocześnie makabrycznymi mordercami. Byłem równie zszokowany, kiedy dowiedziałem się o morderstwie Franka Ragusy. Jest mi niezmiernie przykro z powodu ludzi, którzy odnieśli obrażenia, lub zmarli w związku z braniem LSD. Dam Ci przykład. Spędziłem kilka lat broniąc się w sądzie przed pozwem o spowodowanie śmierci złożonym przez oficera sił powietrznych, którego syn popełnił samobójstwo po spożyciu LSD. Wygrałem ten proces, ponieważ nie było dowodów na połączenie mnie z kwasem, który wziął syn tego człowieka, ale to nie spowodowało, że samobójstwo było mniej bolesne.

Tim Scully w policyjnej kartotece. Skazany na 20 lat więzienia, wyszedł po 2 latach. W trakcie swojego pobytu w zakładzie karnym Tim zrobił doktorat.

Zaczynałem z bardzo naiwnym podejściem do substancji. Wydawało mi się, że palenie zioła i branie kwasu było OK, a wszystkie inne rzeczy były złe. Może wiesz, że Bear Stanley namówił mnie, żebyśmy zrobili razem STP. Nie było mi z tym dobrze. STP okazało się nienajlepszym psychodelikiem. Wyprodukowałem też trochę MDA, na swój własny użytek i dla znajomych. Nie produkowałem MDA, żeby je sprzedawać, bo za bardzo lubiłem działanie tej substancji. Byłem w stanie stwierdzić, że zbyt częste stosowanie nie jest dla Ciebie dobre. Nigdy nie interesowało mnie branie speedu, koki, czy heroiny i większości innych narkotyków. Po swoim pobycie w więzieniu jestem jeszcze bardziej przekonany, że te substancje nie przynoszą nic dobrego, szczególnie jeśli pozostają nielegalne. Wielu narkomanów było uzależnionych od przestępczej gry, w równym stopniu co od heroiny.

Ogromna liczba osób mówiła mi, że LSD spowodowało głębokie i transformatywne doświadczenia w ich życiu. Dla przeważającej większości były to doświadczenia, które przyczyniły się do istotnych i pozytywnych zmiany życiu. Takie były wtedy moje oczekiwania. Z drugiej strony spotykałem także ludzi, którzy nie byli w stanie dostrzec różnicy pomiędzy LSD a innymi substancjami, co zakończyło się problemami, w które się wpakowali przez narkotyki takie jak speed, heroina, kokaina i inne. Nie zdawałem sobie również sprawy, jak wiele osób uważa, że więcej zawsze oznacza lepiej. W przypadku substancji, takie myślenie to dramatyczny błąd.

Czy Twój stosunek do LSD i innych substancji zmienił się na przestrzeni lat?

Kiedy po raz pierwszy wziąłem LSD myślałem, że ta substancja ma swoje własne przesłanie. Myślałem, że wszyscy będą mieli przeżycia jedności ze światem, podobne do tych, których doświadczyłem sam. W rezultacie, jak wówczas sądziłem, ich zachowanie zmieniłoby się.

Zajęło mi zaskakująco dużo czasu, żeby przekonać się, że to nie do końca prawda; że LSD może otwierać pewne drzwi, wzmacniać uczucia, ale niekoniecznie jest nośnikiem jakiegoś uniwersalnego przesłania. Nie jest też cudownym antidotum na złe zachowanie. Żeby odnosić mierzalne korzyści ludzie muszą nauczyć się integrować doświadczenia psychodeliczne, pracować nad sobą w codziennym życiu. Jestem przekonany, że gdybyśmy mieli odpowiedni kontekst kulturowy, tak jak na przykład w powieści „Wyspa” Aldousa Huxley’a, to te doświadczenia byłyby dużo bardziej efektywne. Niestety rzeczywistość jest inna. To była jedna z iluzji, w którą uwierzyłem. Zdałem sobie sprawę, że ludzie mogą mieć szczytowe doświadczenia z psychodelikami, a później w codziennym życiu dalej być dupkami. Dokładnie na tej samej zasadzie, w imię której Chrześcijanie potrafią być niezwykle okrutni, pomimo swojej wiary w Boga, lub Muzułmanie, którzy popełniają zbrodnie w imię swojej religii.

Aldous Huxley był zagorzałym miłośnikiem psychodelików, jednak uważał, że te doświadczenia powinny być zarezerwowane dla elit intelektualnych.

Ciągle wierzę w ideały, w imię których zaczynaliśmy. Jestem przekonany, że niektórzy ludzie, w odpowiednich warunkach (set & setting) będą mieli głębokie, duchowe przeżycia po psychodelikach. Uważam, że te doświadczenia, jakkolwiek rzadkie i nietypowe, mogą być prawdziwie transformatywne, jeśli ludzie potrafią wcielać w życie lekcje, które z nich płyną. Z drugiej jednak strony, z dużym opóźnieniem, ale w końcu zdałem sobie sprawę, że inne doświadczenia mogą doprowadzić do tych samych efektów. Wielu ludzi, którzy nie brali kwasu ma ten sam błysk w oku,  który kiedyś mieliśmy my. W ich przypadku stało się tak w wyniku samoistnych doświadczeń duchowych czy nawet politycznych. LSD nie jest aż tak niezwykłym doświadczeniem, za jakie je kiedyś uznawałem. Nie wydaje mi się również, że psychodeliczna wizja miłości i pokoju jest jakąkolwiek inną iluzją, niż np. chrześcijańska wizja pokoju i miłości.

Mimo tego, że od 1966 roku LSD przestało być legalnie dostępną substancją, nie przestało być dostępne na czarnym rynku. Jakie były tego rezultaty?

Czarny rynek LSD doprowadził do rozwoju szerokiej siatki dilerów, którzy zarabiali spore pieniądze na tym interesie. Dla wielu osób to była pierwsza taka okazja. Niektórzy zaczęli sprzedawać inne substancje, jeśli nie byli w stanie dostać LSD. To wciągnęło ich w brutalny świat twardych narkotyków, takich jak kokaina czy heroina. Niektórzy umarli, inni skończyli w więzieniach z długimi wyrokami. No i oczywiście same twarde narkotyki spowodowały znaczące szkody. Żałuję, że w pośredni sposób się do tego przyczyniłem.

Od samego początku martwiłem się tym, że rozprowadzanie psychodelików tymi samymi kanałami co inne nielegalne substancje, będzie miało negatywne skutki. W dodatku byłem przekonany, że czynnik finansowy będzie oddziaływać na to w szkodliwy sposób. Zawsze byłem kiepskim sędzią w stosunku do ludzi. Trudno jest mi powiedzieć ilu było oszustów, którzy podawali się za idealistów, a ile było tam osób, które faktycznie działały kierowane szczerymi pobudkami, ale skończyli jako przestępcy. Historia pokazuje, że istniała grupa osób, zaangażowana w produkcję LSD, która nie była ani „oświecona”, czy współczująca. Na szczęście to były wyjątki.

George Harrison w Haight Ashbury w 1967

Jedną z przyczyn załamania sceny w Haight-Ashbury (przypis: dzielnica w San Francisco utożsamiana z kulturą psychodeliczną) była coraz większa popularność substancji takich jak kokaina, amfetamina, czy opiaty. W świetle rządowej propagandy wszystkie substancje były tak samo złe.  Myślę, że to był poważny błąd, w rezultacie którego część ludzi zaczęła sięgać po niebezpieczne i uzależniające narkotyki. Ponieważ ich doświadczenia z psychodelikami były pozytywne, uznali, że inne substancje są równie bezpieczne. W rezultacie, ci ludzie narobili sobie poważnych problemów. Otwartość, która jest powodowana osłabieniem Ego wynikającym z kontaktu z psychodelikami pozostawiła wiele osób podatnych na ataki drapieżników, którzy w tych środowiskach dostrzegali łatwe ofiary. Scena psychodeliczna sprowadzała wielu kanciarzy.

Jak podsumowujesz ten okres niekontrolowanej popularności LSD z perspektywy czasu?

W latach 60-tych wydawało mi się, że to dobrze, że kwas poddaje dekonstrukcji dawną strukturę polityczną i społeczną. Dzisiaj, po wieloletnim doświadczeniu, spoglądając wstecz, widząc liczbę rozbitych rodzin i dysfunkcjonalnych młodych ludzi, nie jestem już takim optymistą. Wydaje mi się, że „rozpuszczenie” społecznej struktury nie było wcale tak fantastycznym pomysłem, jak nam się kiedyś wydawało. Biorąc pod uwagę jak krwawy i destruktywny był stan chaosu w tych społeczeństwach, gdzie doszło do całkowitego rozpadu społeczeństwa obywatelskiego, uważam, że cywilizacja, mimo wielu negatywnych aspektów, jest jednak lepsza niż anarchia. Spójrz tylko na konflikty na Bliskim Wschodzie, Afrykę, Irak, byłą Jugosławię. To jeden z powodów, dla których zastanawiam się, czy nie popełniliśmy błędu rzucając LSD na wszystkie strony świata. To w końcu spotkało się z bardzo ostrą reakcję rządów i doprowadziło do wielu szkód. Zbyt duża ilość ludzi odsiaduje niezwykle długie wyroki za nieagresywne przestępstwa (ang: non-violent crimes).

Wśród starzejących się hipisów zauważyłem niefortunny rodzaj stanu umysłu, który mógłbym określić jako „magiczne myślenie”. Transcendentne doświadczenia psychodeliczne wyrzucają twój sposób myślenia w bardzo silnym stopniu poza utarte ramy. Ale myślenie poza utartymi ramami bez żadnej przerwy jest w mojej opinii równie szkodliwe, jak całkowity brak tej umiejętności. Uważam, że zdrowa osoba jest w stanie używać swojego umysłu w na tyle elastyczny sposób, by zmieniać mentalne „biegi”, dopasowując się do konkretnej sytuacji lub zadania.

Pisarz Ken Kesey („Lot nad kukułczym gniazdem”) przemierzał Amerykę autobusem popularyzując LSD w towarzystwie swoich fanów, tzw. „Merry Pranksters”

Ponadto wielu ludzi, którzy próbowali psychodelików w bardzo młodym wieku mówiło mi, że dziś uważają, że błędem jest próbowanie przekroczenia własnego Ego w momencie, w którym to Ego nie jest jeszcze w pełni rozwinięte. Rozrzucanie LSD na wszystkie strony miało taki  skutek, że wielu bardzo młodych ludzi miało doświadczenia, które powinny być zarezerwowane dla dojrzałych osób.

Szkoda, że tak wiele osób używa LSD jako imprezowego środka, zamiast narzędzia na drodze do wewnętrznego wzrostu. Owsley Stanley, Ken Kesey i jego „Merry Pranksters” rozpoczęli ten trend na swoich imprezach organizowanych pod nazwą „Acid Test”, a później przyczyniali się do powiązania LSD z kulturą rock n’roll’a. Nie jestem przekonany, że te imprezy były idealnym miejscem do przechodzenia przez takie doświadczenia. Oczywiście, to może być dobra zabawa, ale dla wielu początkujących to może okazać się zbyt przerażające i trudne. W takich warunkach rzadko będzie dochodziło do doświadczeń duchowych.

Grateful Dead w San Francisco w latach 60-tych

Moja przyjaciółka, Connie Littlefield, zrobiła świetne video dla Kanadyjskiej Rady Filmowej, pod nazwą „Eliksir Hoffmann’a”. Film dotyczy przede wszystkim odkrycia LSD przez Alberta Hoffmana, od 1937 roku do lat 60-tych, kiedy kwas zyskał popularność na ulicy. Connie zrobiła świetne wywiady z wczesnymi badaczami (między innymi z „Wujkiem Albertem”). W jasny sposób wynika z nich, że Kanadyjczycy robili świetną robotę jeśli chodzi o używanie LSD w psychoterapii, ale kontrowersje związane z popularyzacją LSD przerwały ich badania. Źle mi z tym i bardzo się cieszę, że badania naukowe w końcu się wznowiły. W każdym razie, otrzymałem kopię filmu Connie mniej więcej w tym samym czasie, w którym zobaczyłem „The Acid Test”, film który kupiłem za pośrednictwem Merry Pranksters. Uderzył mnie kontrast tych dwóch materiałów. W porównaniu do materiału Connie, film Pranksterów wyglądał niezwykle powierzchownie, mrocznie i hedonistycznie. Sam zresztą wolałem  tripy appollińskie, niż dionizyjskie. W tamtych czasach trzymanie się z Grateful Dead, było dla mnie trochę jak latanie za cyrkiem. Lubiłem niektóre aspekty tej przygody, ale nie wszystko. Byłem tam z konieczności, bo chciałem zostać asystentem w laboratorium Owsley’a. Spędzanie czasu z Grateful Dead było jak wydłużona rozmowa o pracę. Mimo, że nie mam nic przeciwko imprezom, nigdy nie zaryzykowałbym własnej wolności w imię tego, żeby ludzie mogli więcej imprezować.

Ken Kesey i the Merry Pranksters w swoim autobusie przemierzają Amerykę w imię rewolucji kulturalnej

Pytanie, które należy sobie postawić to, czy istniała alternatywna droga, która byłaby bardziej efektywna i spowodowała mniej szkód. Wtedy byliśmy młodzi, mieliśmy poczucie naglącej potrzeby interwencji w związku z konfliktem w Wietnamie, zimną wojną, destrukcją środowiska naturalnego i innymi problemami społecznymi. Alternatywna droga, którą byłoby np. przeciąganie na naszą stronę wybranych liderów, z pewnością byłaby wolniejsza. Poza tym, kiedy brałem LSD odczuwałem wielką potrzebą dzielenia się tym doświadczeniem z innymi, jak najszybciej.

Jeśli tylko udałoby się nam wprowadzić psychodeliki do życia społecznego, przy zagwarantowaniu odpowiedniego kontekstu dotyczącego rytuału i oczekiwań…Wiem, że kultura hipisowska w ’66 czy ’67 roku próbowała to zrobić, ale niestety negatywne wpływy okazały się silniejsze. Cholera!

Mógłbyś opisać w jaki pozytywny i negatywny sposób LSD zmieniło Twoje życie?

Pozytywy związane z moim osobistymi doświadczeniem to:

  • Przeczucie, że być może pomogłem światu stać się odrobinę lepszym miejscem
  • Moje własne, wewnętrzne doświadczenia z psychodelikami
  • Wszystkie przygody, które przeżyłem, i które inaczej by mi się nie przytrafiły (jestem z natury raczej nieśmiały)
  • Przyjaciele i kochanki, których poznałem poprzez scenę
  • Lekcje, których nauczyłem się w więzieniu, zmielony w prawniczej maszynce do mięsa

Negatywne zjawiska, których doświadczyłem w związku z LSD:

  • Ludzie, którzy zmarli, trafili do więzienia, zostali skrzywdzeni lub skorumpowani
  • Poczucie, że zostałem wykorzystany przez oszustów
  • Lata spętania w podziemiu, a później więzieniu, w wyniku czego nie zdecydowałem się na założenie rodziny (czułem, że byłoby nie fair mieć dzieci, kiedy sądziłem, że spędzę w więzieniu całe lata)
  • Wszystkie wstrętne i podejrzane elementy związane z tą działalnością
  • Jestem przekonany, że lepiej bym sobie radził finansowo, gdyby nie mój udział w tym przedsięwzięciu

A gdybym spytał Cię o pozytywy i negatywy tej niekontrolowanej popularności LSD w skali społecznej?

Wtedy powiedziałbym, że pewne pozytywne zmiany, które nastąpiły w wyniku popularności LSD, do której się przyczyniłem, to na przykład:

  • Wzrost społecznej wrażliwości i świadomości ekologicznej
  • Wzrost krytycznego myślenia wobec używania przez władze siły, jako mechanizmu rozwiązywania problemów politycznych
  • Zwiększona świadomość dotycząca wad bezgranicznego konsumpcjonizmu
  • Wzrost tolerancji i otwartości wobec innych ras, orientacji i wyznań

Jeśli jednak mam sobie przypisać pewne korzyści związane z naszą działalnością, muszę również spojrzeć na negatywne zjawiska, do których ta działalność doprowadziła. Mogę wymienić następujące przykłady:

  • Osłabienie więzów rodzinnych
  • W pewnych grupach rozwinęło się pseudonaukowe spojrzenie na rzeczywistość, wspomniane anty-naukowe „magiczne myślenie”
  • Znaczna liczba osób niepotrzebnie trafiła do więzień
  • Doszło do popularyzacji wiary w różnego rodzaju teorie spiskowe, co przełożyło się na osłabienie kontraktu społecznego, a tym samym stawianie się pewnych grup społecznych w roli ofiary
  • Wraz z rozwojem czarnego rynku LSD doszło do popularyzacji używania twardych narkotyków
  • Zmiany społeczne, w których LSD miało swój udział, mogły również doprowadzić do rozwoju epidemii HIV i innych chorób przenoszonych drogą płciową

Myślisz, że w 2017 roku ludziom jest w stanie tak bardzo zależeć na zmianie społecznej, jak w latach 60-tych? Dziś mamy internet, który możemy wykorzystywać do realnego wpływu na władzę. 

Jestem przekonany, że w 2017 roku ludzie potrafią być tak pełni pasji, jak my byliśmy w latach 60-tych. Ale nie zapominaj, że ludzie o zdecydowanie innych poglądach mogą być równie pełni pasji. Jeśli zastanawiasz się nad podjęciem kroków, które wydają ci się niezbędne do osiągnięcia jakiegoś celu, zastanów się dwa razy.

Po zakończeniu kariery chemika, Tim zrobił doktorat i zajął się informatyką oraz psychologią

Zanim powstał internet  wyobrażałem sobie, że komputery staną się narzędziami, które umożliwią wszystkim dostęp do zgromadzonej przez lata wiedzy. Byłem przekonany, że nieograniczony dostęp do informacji spowoduje to, że ludzie będą podejmowali lepsze decyzje. To, czego nie udało mi się zrozumieć to to, że obniżenie kosztu publikacji do zera i umożliwienie każdemu dostępu do informacji doprowadzi do wirusowego rozwoju nieprawdziwych informacji. Rozwój umiejętności potrzebnych do analizy ogromnej ilości danych znajdujących się w internecie jest niestety dużo wolniejszy, od tempa rozwoju technologicznego. W rezultacie zbyt duża liczba ludzi zostaje wprowadzona w błąd.

No i dzisiaj istnieją możliwości dostępu do jakiejkolwiek substancji przez internet za pomocą darknetu. Są z tym związane jednak ryzyka. Tak jak w przypadku kupowania substancji na ulicy, trudno zweryfikować, co tak na prawdę kupujesz. Zważywszy na ciągłą walkę pomiędzy tymi, którzy chcą zachować prywatność, a tymi, którzy chcą ją penetrować, użytkownicy tej sieci nie powinni być zbyt pewni siebie i uważać, że ich transakcje na zawsze pozostaną tajemnicą. Badając historię podziemnej produkcji LSD trafiłem także na wiele przypadków, w których nowicjusze-producenci zaopatrywali się w potrzebne składniki u agentów, którzy podszywali się pod sprzedawców.

Smutnym efektem rozwoju technologicznego jest również to, że coraz więcej osób żyje w niezwykle odizolowanych bańkach, które oddalają się od siebie. To zjawisko zdaje się przyczyniać do dalszej fragmentaryzacji społeczeństwa. Coraz trudniej zdać sobie sprawę, że na najgłębszym i najwyższym poziomie wszyscy jesteśmy jednością.



Podobał Ci się ten post? Poznaj Psychodeliki 
na Facebooku lub YouTube.

Przegrana polska wojna z dopalaczami

Uncategorized

Kilka dni temu podczas sprintu przez fejsbukowy feed coś w końcu zwróciło moją uwagę:

Łódzcy radni przygotowują projekt ustawy anty-dopalaczowej.

Ci, którzy śledzą Poznaj Psychodeliki na YouTubie pewnie już wiedzą, że stoję po stronie, która uważa, że prawo narkotykowe w Polsce powinno zostać poddane gruntownej reformie. W związku z tym postanowiłem poddać postulaty radnych analizie. Klikam w link, otwieram, czytam i niestety dość szybko przekonuję się, że to propozycja, której przyjęcie może doprowadzić nie tyle do rozwiązania problemu dopalaczy, co do zamiecenia go pod dywan.

Podstawowe założenie projektu jest następujące: dopalacze powinny być traktowane tak, jak „narkotyki”. Zamiast sankcji administracyjnych za produkcję i obrót tymi substancjami, miałyby grozić sankcje karne. „Przejście do walki z tym zjawiskiem jak z przestępczością narkotykową to jedyna skuteczna droga jego wyeliminowania.” – twierdzi Sebastian Bohuszewicz z Wydziału Prawnego UMŁ, jeden z autorów projektu ustawy. I tu zaczynają się schody, ponieważ przestępczości narkotykowej nikt w Polsce nie wyeliminował.  Nie wiem jak można dojść do wniosku, że skopiowanie modelu, który nie doprowadził do wyeliminowania zjawiska narkotyków, ma doprowadzić do wyeliminowania zjawiska dopalaczy? Przekonanie, że to „jedyna skuteczna droga”, wydaje się w tym kontekście groteskowe.

Klęska wojny z narkotykami

Doświadczenie ostatnich pięćdziesięciu lat pokazuje czarno na białym, że nie udało się wyeliminować zjawiska przyjmowania środków psychoaktywnych poprzez zakazywanie kolejnych substancji, tak jak nie udało się wyeliminować spożycia alkoholu poprzez prohibicję. Wskazuje na to nie tylko zdrowy rozsądek, ale i doświadczenia wszystkich krajów, które prowadzą od kilkudziesięciu lat politykę 1) restrykcji produkcji i obrotu środkami psychoaktywnymi 2) penalizacji posiadania substancji.

Powyższe punkty składają się na tak zwaną politykę „wojny z narkotykami” (ang: „war on drugs”) rozpoczętą w wyniku przyjęcia konwencji ONZ w 1961 i nagłośnioną dziesięć lat później przez Richarda Nixona (o kulisach tych decyzji możecie dowiedzieć się czegoś więcej w moim filmie poświęconym delegalizacji LSD). Pięćdziesiąt lat po tym, jak większość zachodnich krajów wdrożyła przepisy oparte na ww. zasadach do swoich porządków prawnych, możemy z całkowitą pewnością, opartą na ewaluacji rezultatów, stwierdzić, że są to założenia błędne i czas na zmianę strategii. USA spędzają każdego roku 51 miliardów dolarów na walkę z narkotykami (dane Drug Policy Alliance), a dostępność, szkody społeczne i epidemie uzależnień od substancji, wcale nie maleją (warto przy tym zauważyć, że najwięcej szkód społecznych generują te substancje, które są legalne – alkohol i opiaty – bardzo silnie uzależniające leki, takie jak kodeina czy fentanyl).

  • CNN: „Wojna z narkotykami: porażka kosztująca miliardy dolarów”
  • Guardian: „Wojna z narkotykami nie działa, czas na poważną rozmowę”
  • London School of Economics opublikowało raport który wskazuje, że obecna polityka całkowitej restrykcji jest najbardziej szkodliwym z możliwych scenariuszy regulacji środków psychoaktywnych

Z tymi opiniami zgadzają się również eksperci Światowej Organizacji Zdrowia:

„Poddanie kryminalizacji środków psychoaktywnych stworzyło niezwykle silny czarny rynek. Badania z biomedycyny, epidemiologii i psychofarmakologii wskazują przy tym, że to alkohol i tytoń są jednymi z najbardziej szkodliwych substancji, tak więc decyzja o tym, aby zakazać obrotu innymi substancjami, która doprowadziła do przekierowania ludzi do legalnych alternatyw miała katastroficzne skutki dla zdrowia publicznego” – Robin Room, ekspert Światowej Organizacji Zdrowia [źródło: WHO]

Jakby tego było mało, już nawet policjanci, którzy przez lata brali udział w walce z narkotykami uważają, że problemu nie da się rozwiązać poprzez konwencjonalną politykę twardej restrykcji. Polecam wywiad w VICE z Neilem Woodsem, który przez lata działał w służbach na rzecz zwalczania przestępczości narkotykowej, a dziś prowadzi z byłymi funkcjonariuszami kampanię na rzecz liberalizacji prawa i depenalizacji posiadania substancji psychoaktywnych.

„– Robienie czegoś, co uznajesz za nieetyczne, nie jest dla ciebie dobre – mówi. – Odbija się to na tobie. To, co robiłem, nie było w całości moją winą. Jesteś szeregowym żołnierzem, robisz, co ci każą i ufasz systemowi. Policja to organizacja bazująca na dyscyplinie, ufasz osądom innych ludzi. Ufasz też prawu, ale jeśli chodzi o narkotyki, prawo się myli.” – Neil Woods

To my stworzyliśmy dopalacze

Czas spojrzeć prawdzie w oczy: wypowiadając wojnę narkotykom nieświadomie stworzyliśmy dopalacze, wroga z którym teraz próbujemy nieudolnie walczyć. Okazało się, że nie da się zabronić wszystkiego; że nowe substancje powstają szybciej niż jesteśmy w stanie aktualizować listę tego, co zakazane. Sytuację wykorzystali oportuniści pokroju „króla dopalaczy”, którzy zdają sobie sprawę z tego, że wprowadziliśmy system, który jest niezwykle prosty do ogrania. W związku z rozwojem technologii, możliwości dostępu do jakichkolwiek substancji, są teraz jeszcze większe niż kilka lat temu. Ze względu na tempo rozwoju technologicznego ta dostępność będzie rosła z roku na rok. Nawet jeśli coś będzie nielegalne w Polsce, będzie legalne w innym kraju UE, z którego można to wysłać.

00024L01O7USFRIC-C322-F4

Dawid B. „król dopalaczy” – nowotwór, który stworzyła „wojna z narkotykami”

Dalsze inwestowanie w rozwiązania oparte na założeniach „wojny z narkotykami”, tym razem w wydaniu „wojny z dopalaczami”, doprowadzi do coraz większych nakładów finansowych i obciążeń systemów sprawiedliwości i ochrony zdrowia, przy oczywistym braku skutecznej możliwości egzekucji prawa. Ze względu na rozwój technologiczny, system, który już dziś jest niewyobrażalnie drogi i nieefektywny, będzie z każdym rokiem coraz droższy i coraz mniej efektywny. Dlatego pozwalam sobie stwierdzić, że proponowany przez łódzkich radnych pomysł na walczenie z dopalaczami, tak jak z narkotykami, jest delikatnie mówiąc – nietrafiony. Zwróćmy zresztą uwagę na to, co stało się w Wielkiej Brytanii po wprowadzeniu podobnych rozwiązań:

„Przepisy które weszły w życie w 2016 roku w celu ograniczenia podaży i sprzedaży substancji zwanych jako tzw. „legal highs”, zamiast powstrzymać rozprzestrzeniającą się falę używania substancji poprzez ograniczenie produkcji i obrotu, doprowadziły do tego, że tzw. „dopalacze” są teraz jeszcze silniejsze i bardziej zróżnicowane. Policja zwróciła uwagę, że tzw. Spice (syntetyczny kanabinoid o bardzo groźnych skutkach na zdrowiu) stał się jeszcze bardziej niebezpieczny odkąd prawo weszło w życie prawie rok temu. Te produkty są tańsze, łatwo dostępne z chińskich fabryk, co skutkuje w ogromnych zyskach dla dilerów, którzy teraz aktywnie je rozprowadzają.” [źródło: The Guardian].

W obliczu wyżej wspomnianych faktów i oceny efektów wojny z narkotykami, brnięcie dalej w taką politykę oznacza nie tylko całkowity brak politycznego pragmatyzmu, ale czyste szaleństwo. Wszystko odbywać się będzie kosztem zdrowia zwykłych ludzi, za to za ich własne pieniądze, naturalnie w imię walki o zdrowie i dobro młodzieży. Cały ten politycznie poprawny spektakl toczyć się będzie przy oklaskach narkotykowego podziemia i grup przestępczych.

PRZYSZŁOŚĆ:
Legalizacja, Depenalizacja, Redukcja Szkód, Edukacja

W temacie dopalaczy i reformy polskiej polityki narkotykowej potrzebujemy szerszej perspektywy niż ta zaprezentowana w projekcie ustawy, która powstała w łódzkim magistracie. Jedyny sposób na odebranie władzy nażelowanym cwaniakom, którzy kupują sobie Porsche płacąc zdrowiem naszych dzieciaków, to całkowita zmiana perspektywy myślenia o tym, jak powinna wyglądać nowoczesna polityka narkotykowa. Zamiast odgrywać rolę Don Kichota i zastanawiać się, jak zablokować wszystkie strony internetowe sprzedające dopalacze, stwórzmy system, w którym dopalaczowe interesy nie mają racji bytu, ponieważ: 1. ograniczamy popyt poprzez uzyskanie kontroli nad rynkiem 2. naprawiamy system sprawiedliwości wprowadzając zasadę depenalizacji 3. rozwiniemy programy redukcji szkód 4. rozpoczniemy dialog z młodzieżą za pomocą nowych technologii.

A teraz konkrety:

LEGALIZACJA MARIHUANY
–  eliminacja popytu na dopalacze

Wprowadzenie do kontrolowanego obrotu Marihuany w znacznym stopniu ograniczy popyt na niebezpieczne dopalacze, które próbują imitować jej działanie.

Dlaczego?

Człowiek, który wie, że może w zgodzie z prawem kupić naturalne konopie wysokiej jakości, nie ryzykując tym samym swojej reputacji, ani konsekwencji prawnych, będzie zdecydowanie mniej skłonny do szukania alternatyw w postaci syntetycznych substancji próbujących naśladować efekty marihuany. W przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii gdzie konopie nie są legalne, w Holandii nie wystąpiła epidemia śmiertelnie groźnego dopalacza imitującego Marihuanę – syntetycznego kanabinoidu Spice.

Ponadto należy zauważyć, że kontrola rynku przywraca połączenie pomiędzy użytkownikami, a farmaceutami i lekarzami, którzy są w stanie edukować użytkowników i zyskują większą kontrolę nad monitorowaniem ich stanu zdrowia. Obecnie jest to relacja zagospodarowana przez dilerów, których jedynym interesem jest interes ekonomiczny.

Za legalizacją marihuany przemawia naturalnie cały szereg innych argumentów, od jej medycznych właściwości, po oczywiste korzyści ekonomiczne. Nie będą jednak tutaj tych argumentów przytaczał, ponieważ jest to temat na osobną dyskusję, która wykracza poza zakres tego posta.

DEPENALIZACJA 
–  bardziej spawiedliwy system sprawiedliwości

Depenalizacja posiadania niewielkich ilości substancji psychoaktywnych usprawni funkcjonowanie systemu sprawiedliwości i uczyni go bardziej uczciwym.

Dlaczego?

Angażowanie zasobów policji, prawników, prokuratorów i sędziów w prowadzenie postępowań i nakładanie kar na okazjonalnych użytkowników substancji psychoaktywnych doprowadza do ogromnego marnotrawstwa zasobów publicznych z jednej strony, a z drugiej jest najzwyczajniej w świecie niemoralne. Musimy przestać traktować uzależnione osoby, jak kryminalistów i zrozumieć, że jest to problem przede wszystkim społeczny. Nie ma również absolutnie żadnego powodu, aby w wyniku wpisu w kryminalnej kartotece, pechowy bo złapany z jointem student miałby mieć utrudnioną karierę zawodową, lub uniemożliwione sprawowanie funkcji publicznych w przyszłości. Uwolnioną energię, którą obecnie pochłania kryminalizacja okazjonalnych użytkowników, spożytkujmy na walkę z ludźmi, którzy naprawdę powinni siedzieć w więzieniu, a nie siedzą. Odzyskane środki finansowe przeznaczmy za to na rozwój programów redukcji szkód.

REDUKCJA SZKÓD
– zdrowie publiczne na 1 miejscu

Zapewnienie odpowiedniej opieki osobom uzależnionym doprowadzi do zmniejszenia globalnej liczby szkód społecznych: uzależnień, chorób, wypadków i zgonów spowodowanych substancjami.

Dlaczego?

W Portugalii 16 lat temu zmagano się z ogromnymi problemami narkotykowymi. Szacuje się, że ok 100 000 osób używała heroiny. Postanowiono wtedy zdecydować się na całkowitą zmianę polityki, odejść od restrykcyjnego modelu i poddać depenalizacji posiadanie wszystkich substancji – od konopii do heroiny. Rozwiązania były na początku poddawane szerokiej krytyce. Dzisiaj, kiedy znamy ich efekty, przykład Portugalii stanowi w opinii ekspertów ONZ model do naśladowania dla innych krajów. Wyniki, które udało się tam osiągnąć są następujące:

  • Spadek zakażeń HIV z 1016 do 56 / rok dzięki programowi dystrybucji igieł
  • Spadek użytkowników heroiny ze 100 000 do 50 000 poprzez rozwój terapii odwykowych
  • Liczba zgonów związanych z narkotykami wynosi obecnie w Portugalii 1 na milion mieszkańców. To 5 razy mniej niż średnia w Unii Europejskiej [źródło: EU data]

EDUKACJA
– rozwój społecznej świadomości

Przeprowadzenie kampanii edukacyjnych w mediach społecznościowych, które zamiast demonizować „narkotyki”, doprowadzą do zrozumienia mechanizmów działania substancji i związanych ryzyk przyczyni się do wzrostu bezpieczeństwa młodzieży.

Dlaczego?

W dobie internetu substancje psychoaktywne stają się coraz łatwiej dostępne, a rozmowa na ten temat traci narodowe granice i przestaje być społecznym tabu. Czas najwyższy, żebyśmy w końcu zdali sobie sprawę, że większość osób na pewnym etapie swojego życia będzie miała doświadczenia z substancjami. To na instytucjach państwowych ciąży odpowiedzialność za to, żeby były to doświadczenia możliwie bezpieczne.

Dobrym przykładem kampanii edukacyjnej finansowanej przez rząd jest holenderski program prowadzony na YouTubie pt. „Drugslab”. Zamiast demonizować substancje lub powtarzać dawno obalone mity (jak miało to miejsce w ostatniej kampanii Krajowego Biura Do Spraw Przeciwdziałania Narkomanii), Drugslab skupia się na przekazywaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa, tłumaczeniu mechanizmów działania i wskazywaniu realnych zagrożeń poszczególnych substancji. I co najważniejsze, twórcy mówią do odbiorców językiem, którzy Ci rozumieją.

Na sam koniec, sceptykom progresywnych rozwiązań znanych z Holandii, Czech czy Portugalii chciałbym przytoczyć wypowiedź mamy Marthy Fernback, 15-latki, która zmarła w wyniku spożycia niezwykle silnej dawki ecstasy:

 „Martha chciała poczuć „high”, a nie umrzeć. Oczywiście, żaden rodzic nie chce ani jednego, ani drugiego dla swojego dziecka, ale pierwsza z tych opcji jest wyraźnie lepsza od drugiej. Żałuję, że moja córka nie miała dostępu do materiałów, które umożliwiłyby jej zrobienie tego w bardziej świadomy sposób. Chciałabym spotkać się z Theresą May, żeby zacząć rozsądną rozmowę na temat zmiany – od prohibicji do odpowiedzialnej regulacji substancji psychoaktywnych. To pomoże chronić nasze dzieci poprzez odebranie władzy dilerom, i przywrócenie kontroli nad tymi substancjami lekarzom i farmaceutom” [źródło: BBC].

Podobał Ci się ten post? Poznaj Psychodeliki na Facebooku!