Terapia z użyciem MDMA możliwa? Wywiad z Rickiem Doblinem

O wieloletniej walce o racjonalną politykę narkotykową, legalnym dostępie do substancji i kosztach zdrowotnych związanych z narkotykową prohibicją rozmawiam z Rickiem Doblinem, twarzą i prezesem organizacji MAPS.

Rick Doblin prowadzi organizację MAPS – Multidisciplinary Association for Psychedelic Studies, która od ponad trzydziestu lat działa na rzecz umożliwienia potrzebującym osobom terapii z użyciem MDMA oraz innych substancji psychodelicznych. To właśnie MAPS przeprowadził pionierskie badania dotyczące zastosowania MDMA w leczeniu zespołu stresu pourazowego. Organizacja zajmuje się również badaniem medycznych właściwości substancji takich jak LSD, Cannabis czy Ayahuasca.

Dziś, po latach lobbingu na rzecz zmian w polityce narkotykowej, MAPS jest na ostatniej prostej legalizacji medycznego zastosowania MDMA. Najprawdopodobniej już w przyszłym roku pierwsi pacjenci będą mogli przyjąć substancję legalnie, pod opieką przeszkolonych terapeutów. Poniżej rozmowa, którą przeprowadziłem z Rickiem Doblinem w czerwcu 2018 roku w Pradze podczas konferencji Beyond Psychedelics.

Rick Doblin

PoznajP: Rick, walczysz w wojnie z narkotykami od ponad 30 lat. Możesz opowiedzieć o swoich początkach?

Rick Doblin: Pierwszy raz dowiedziałem się o MDMA trzydzieści sześć lat temu. Na początku lat 80-tych MDMA nie było jeszcze nielegalne. Ludzie bali się, że to się zmieni, jeśli substancja zyska szerszą popularność. W tamtym okresie MDMA było przede wszystkim wykorzystywana przez undergroundowych terapeutów, jednak coraz częściej sprzedawano je na ulicy jako ecstasy. Już wtedy jasne było że w wyniku rosnącej popularności substancja zostanie niebawem zdelegalizowana. Zacząłem się tym interesować w 1983 roku, a już rok później DEA doprowadziło do delegalizacji MDMA.

Jak wyglądały początki Twojego lobbingu na rzecz legalizacji MDMA?

Zanim jeszcze powstał MAPS, założyłem organizację której celem było skonsolidowanie środowiska terapeutów w obronie medycznego zastosowania MDMA. Doprowadziliśmy do sądowych przesłuchań, w których sąd zgadzał się z nami twierdząc, że MDMA powinno być uznane za lek na receptę. Dyrekcja DEA (Drug Enforcement Agency) odrzuciła jednak te rekomendacje. Mimo wielokrotnych odwołań, DEA w końcu postawiło na swoim i zdelegalizowało MDMA wprowadzając sankcje karne za produkcję, obrót i posiadanie substancji. To był 1985 rok. Rok później powstało MAPS.

Z czym, lub z kim, walczy MAPS?

Kiedy zdelegalizowano MDMA prezydentem był Ronald Reagan. Wojna z narkotykami stała się głównym narzędziem dla jego żony, Nancy. To znaczy, że w tamtym czasie walczyliśmy z ludźmi, którzy uznawali psychodeliki za narzędzia kontrkultury. Walczyliśmy z systemem. Władza nie wiedziała, jak działa MDMA. Dla nich to był tylko używany rekreacyjnie narkotyk, więc powinien zostać zdelegalizowany.

Photograph_of_Mrs._Reagan_speaking_at_a_Just_Say_No_Rally_in_Los_Angeles_-_NARA_-_198584
Nancy Regan bierze udział w propagandowej kampanii „Just say no to drugs”

Poza tym był również czas, kiedy panowała prawdziwa dezinformacja dotycząca mechanizmów działania MDMA, tego jak substancja wpływa na świadomość, jakie ma efekty uboczne i tak dalej. Praktycznie przez 20 lat od założenia MAPS, była to walka przede wszystkim z ignorancją. Później to zaczęło się zmieniać.

A jak jest dziś?

Powiedziałbym, że dziś nie mamy wroga. Mamy za to na swojej drodze biurokratyczne procedury, przez które musimy przebrnąć, żeby udowodnić władzy wartość terapeutyczną MDMA. Przynajmniej od strony regulacyjnej nie mamy już problemów, żeby prowadzić badania z substancją. Opinia publiczna też zdaje się wiedzieć więcej na ten temat.

Pomogły media społecznościowe?

Media społecznościowe okazały się bardzo pomocne w dzieleniu się informacjami z dużymi grupami ludzi. Ale jeszcze większą rolę odegrały media tradycyjne. Publikowanie wyników nowych badań na psychodelikach w czasopismach naukowych, a później podłapywanie tego tematu przez mainstreamowe gazety popchnęło temat do przodu. Na przykład niedawno opublikowaliśmy wyniki badań w czasopiśmie „Lancet: Psychiatry”. Wyniki dotyczyły skuteczności terapii MDMA w leczeniu Zespołu Stresu Pourazowego wśród weteranów, strażaków i oficerów policji. Informacje o tym badaniu trafiły do New York Times’a, a później do Fox News. Później były cytowane w newsletterze Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychiatrów i wszędzie dokoła. A w końcu te informacje obiegły także media społecznościowe.

Artykuł w New York Timesie poświęcony terapii MDMA

Co wykazały badania, o których mówisz?

Wykazały, że ludzie którzy cierpią na najcięższe możliwe przypadki zespołu stresu pourazowego nadal mogą odzyskać zdrowie dzięki psychoterapii z użyciem MDMA. Dowiedliśmy, że cały proces jest nie tylko skuteczny, ale i bezpieczny. MDMA to nie cudowna tabletka, która wyleczy wszystkich, ale kiedy rok po doświadczeniach z MDMA przeprowadzono wywiady z osobami, które przeszły przez taką terapię, okazało się, że 2/3 badanych jest wolna od symptomów stresu pourazowego. A były to na prawdę najcięższe, odporne na leczenie przypadki.

Czy trzeba brać MDMA regularnie, żeby pozytywne efekty się utrzymały?

Nie, nie trzeba. Pacjenci dostają MDMA tylko trzy razy, w miesięcznych odstępach. Cały proces to dwanaście sesji z terapeutą trwających około dziewięćdziesiąt minut. Trzy przed pierwszą sesją z MDMA mają za zadanie przygotować pacjentów do doświadczenia. Kolejne sesje po doświadczeniach z substancją pomagają zintegrować te sesje. I to praktycznie wszystko. Ludzie oczywiście mogą kontynuować psychoterapię, jeśli tego chcą, z wielu różnych powodów. Jednak każdy pacjent dostaje MDMA jedynie trzy razy.

1.png
O wchodzeniu terapii psychodelicznych do mainstreamu pisał ostatnio także Leafly

Mimo obiecujących wyników badań, dostępność terapii opartych na psychodelikach to jednak dopiero przyszłość. Dzisiejszą rzeczywistość nadal definiuje prohibicja niemal wszystkich substancji poza alkoholem i nikotyną. Co o tym myślisz?

Przez wszystkie lata osobistego doświadczenia przekonałem się, że prohibicja przynosi rezultaty odwrotne do zamierzonych. Jeśli celem jest zmniejszenie problemu nadużywania narkotyków, to musimy zdać sobie sprawę, że kryminalizacja wzmaga problem „narkomanii”, zamiast mu zapobiegać. Wiemy również, że prohibicja skłania ludzi do poszukiwania coraz to nowych substancji, których skład i działanie nie jest dobrze znane. Jeśli za posiadanie pewnych substancji grozi więzienie, to ludzi zaczynają szukać nowych. A te nowe przeważnie są niebezpieczniejsze od tych, które właśnie zdelegalizowano. Tak jest np. w przypadku tzw. „dopalaczy”.

Do tego dochodzi problem manipulowania opinią publiczną. Prohibicja i propaganda zazwyczaj idą w parze. Propaganda dotyczy przeważnie kwestii zdrowotnych – wyolbrzymia się ryzyka korzystania z substancji, jednocześnie udając, że w takich doświadczeniach nie ma żadnych korzyści. Ludzie w dużej mierze nie ufają zmanipulowanym przekazom, jednak w rezultacie tej propagandowej wojny, sami nie wiedzą w co wierzyć. Nie wiedzą co jest jedynie powielaniem mitów na temat narkotyków, a co realnym ostrzeżeniem.

Czy kryminalizacja może być skuteczna w odstraszaniu młodych ludzi od doświadczeń z substancjami?

Kryminalizacja odpycha ludzi potrzebujących pomocy od jej poszukiwania. Mój ojciec jest pediatrą, leczył kiedyś matkę uzależnioną od kokainy. W swojej praktyce przekonał się, że wiele takich osób bało się prosić o pomoc bo uważało, że ściągnie na siebie jeszcze większe problemy. Te osoby bały się, że pójdą do więzienia, lub że ktoś zabierze ich dzieci. Więzienie i strach przed nim odpycha ludzi od szukania pomocy. Kiedy w końcu tę pomoc otrzymują, problemy najczęściej są już bardzo poważne. Taka strategia po prostu nie ma sensu.

Jakie proste rozwiązania możemy wprowadzić, żeby w realny sposób przysłużyć się ochronie zdrowia?

Mam wrażenie, że wprowadzenie prostych rozwiązań może zająć całe lata. Jednak najważniejsza jest szczera edukacja dotycząca narkotyków. Po drugie kluczowy jest legalny dostęp do przebadanych substancji. Czarny rynek to przecież o cała rzesza ludzi, którzy sprzedają substancje bez jakiejkolwiek kontroli. Dilerzy nie mają przecież licencji. Ich działalność nie jest w żaden sposób nadzorowana przez państwo, co przekłada się na oczywiste szkody w zakresie zdrowia publicznego.

Widzę to tak – powinniśmy mieć w pełni uregulowany system, to znaczy musisz mieć licencję, żeby kupić określoną substancję. Musiałbyś zdać test, który wykaże że znasz wszystkie istotne informacje na jej temat, a jeśli dojdzie do szkód podczas twojego korzystania z substancji, to wtedy taką licencję tracisz. Wszystko mogłoby być zakodowane na karcie, takiej jak karta kredytowa. Znajdowałyby się tam informacje dotyczące tego, jakie substancje możesz kupić i w jakich ilościach.

Wszystkie środki, które są obecnie przeznaczane na finansowanie kryminalizacji posiadania substancji, powinny zostać uwolnione i przeznaczone na pomoc dla tych, którzy jej potrzebują. Na to wszystko starczyłoby oczywiście pieniędzy, ponieważ jedynie niewielki procent użytkowników będzie miał problemy z nadużywaniem substancji. Według szacunków jest to od 10 do 15% użytkowników.

Z Rickiem Doblinem i prof. Carlem Hartem podczas Światowego Kongresu Wolności Naukowej w Brukseli

Najważniejsze jest jednak w tym wszystkim jest to, żeby dorosłe i dojrzałe osoby miały prawo do eksploracji swojej własnej świadomości, za pomocą substancji psychoaktywnych, lub jakichkolwiek innych metod. Myślę, że to jest kwestia praw i wolności obywatelskich. Myślę, że zajmie nam ok. dwudziestu lat, żeby dojść do tego momentu, ale w końcu tak się stanie. Stworzymy nowy, bardziej sprawiedliwy system.

Rick, kiedy patrzysz w lustro po tych wszystkich latach walki, kogo widzisz?

Mam teraz 64 lata i kiedy patrzę w lustro widzę tego 18-latka, którym byłem. Chłopaka,  który podejmuje decyzję, żeby poświęcić się pracy na rzecz umożliwienia legalnego dostępu do psychodelików. I jestem świadomy powodów, dla których zdecydowałem się to zrobić. Chciałem pomóc, zarówno innym, jak i samemu sobie. Chciałem pomóc w przeżywaniu, głębokich, transformatywnych doświadczeń, które łączą nas z pajęczyną życia, z naturą, z innymi ludźmi. Moim celem było to, żebyśmy stali się nieco lepszymi, otwartymi i wyrozumiałymi ludźmi. Kiedy dzisiaj o tym myślę, widzę tego idealistycznego nastolatka, który zrozumiał, że w obliczu niebezpieczeństw dzisiejszego świata – od broni nuklearnej, po szkody środowiskowe – najlepszą rzeczą, którą możemy zrobić jest umożliwienie ludziom przeżycia doświadczeń zmieniających sposób patrzenia na świat. 18-letni Rick mruga do mnie i mówi „dobra robota”.

***

Popierasz racjonalną politykę narkotykową? Śledź bloga Poznaj Psychodeliki!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s