Uncategorized

Świat bada potencjał psychodelików, tymczasem w Polsce…

Dzisiaj na świecie, a przynajmniej w jego rozwiniętych częściach, rozpoczyna się renesans badań nad leczniczym potencjałem psychodelików (lub enteogenów, jak niektórzy wolą je nazywać). Pojawia się coraz więcej badań, bo terapeutyczna wartość substancji, które nieopatrznie nazywamy narkotykami, jest nie do przecenienia. Takie badania robi się dziś w USA, Wielkiej Brytanii, Australii, Kanadzie, Portugalii, Brazylii i Czechach.

W trakcie spotkania i dyskusji dotyczącej zastosowania psychodelików, profesor James Fadiman przytoczył przykład człowieka, który w trakcie doświadczenia z LSD przestał się jąkać. Dolegliwość nigdy już nie wróciła, mimo że bezpośrednie działanie substancji ustąpiło po kilku godzinach. Pewien profesor w ten sam sposób pozbył się alergii na sierść kota, która męczyła go całe życie. Co za ulga!

To oczywiście nie oznacza, że LSD jest magicznym lekarstwem na jąkanie czy alergie. Stanowi jednak doskonały dowód na to, że wiele dolegliwości, w tym jąkanie i niektóre przypadki alergii, mają swoje źródło w psychice. Psychodeliki to narzędzia, które pomagają uzyskać dostęp do własnego umysłu, a nawet trochę dalej. Używane z poszanowaniem odpowiednich zasad mogą doprowadzić do przeżyć, które bardzo trudno określić inaczej niż doświadczeniami mistycznymi. Dzisiaj wiemy, że takie doświadczenia przekładają się na konkretne i długotrwałe efekty prozdrowotne, a są przy tym zadziwiająco bezpieczne. To nie jest opinia, to są fakty. Mamy na to badania.

Psychodeliki a depresja

Do jednego z takich badań przeprowadzonych na londyńskim College’u Imperial zaproszono 12 uczestników, którzy zmagali się z ciężką i długotrwałą depresją. Celem tego doświadczenia było sprawdzenie czy wewnętrzna podróż, którą umożliwiają grzyby psylocybinowe może poprawić stan psychiczny pacjentów, a potencjalnie zastąpić tradycyjną terapię lekami SSRI. W przeciwieństwie do obarczonych negatywnymi skutkami ubocznymi antydepresantów terapia oparta na psychodelikach oferuje inne podejście. “Zajrzyj w siebie, uświadom sobie, że jesteś częścią nieskończonego wszechświata i wróć jak nowo narodzony.”

Do udziału zaproszono najcięższe przypadki: osoby, które przechodziły przez wszystkie dostępne terapie jednak nie odnotowały znaczącej poprawy stanu swojego zdrowia psychicznego na przestrzeni ostatnich 18 lat życia. Takim pacjentom zaaplikowano w trakcie kilku sesji 25 mg Psylocybiny. W oficjalnym sprawozdaniu z badania czytamy, że po zakończeniu eksperymentu “pacjenci wrócili do domów w zdecydowanie lepszej kondycji – byli mniej zestresowani i potrafili bardziej cieszyć się życiem. Trzy miesiące po tym doświadczeniu pięć z dwunastu osób nie wykazywało już oznak depresji.” 

 

Kolejne publikacje potwierdzają ten terapeutyczny potencjał. Na Uniwersytecie Nowojorskim psylocybinę podano śmiertelnie chorym na raka pacjentom, aby pomóc im ze stresem związanym z chorobą. New York Times o wynikach wyraził się dość jednoznacznie „A dose of a hallucinogen from a ‚magic mushrooms’, and then lasting peace”.

Naukowcy i badacze zdają sobie sprawę z tego, że w obliczu coraz szerszej fali schorzeń o charakterze psychologicznym musimy zastanowić się, jak skutecznie radzić sobie z tymi chorobami. 27% dorosłych w UE, Islandii, Norwegii i Szwajcarii miała problemy z depresją, psychozami i uzależnieniami.  Wystarczy rozejrzeć się dookoła, żeby zauważyć, że w Polsce ten problem również występuje (liczba osób których dotykają zaburzenia psychiczne szacuje się na 8-12 milionów osób).

Te dane, są najprawdopodobniej niedoszacowane, bo nie uwzględniają osób powyżej 65 roku życia – jednej z grup obarczonej największym ryzykiem”. – piszą autorzy raportu Światowej Organizacji Zdrowia.

Tymczasem w Polsce…

Podczas gdy zachodnie uniwersytety inwestują w badania nad psychodelikami, które mogą doprowadzić do rozwoju nowatorskich, bezpiecznych i skutecznych terapii, w Polsce trwa dyskusja nad tym czy zalegalizować marihuanen i komu to właściwie potrzebne? WUM, czyli Warszawski Uniwersytet Medyczny zorganizował debatę dotyczącą zdrowia publicznego, na której jeden z paneli wyglądał tak:

trawa.png

Czy ten panel nie powinien brzmieć: „Czy Marihuana jest zagrożeniem dla zdrowia publicznego? Fakty i dane ze świata.”

Organizatorzy tego spotkania mogliby zachować chociaż pozory przyzwoitości i naukowego obiektywizmu i oprócz ryzyk, opowiedzieć także o korzyściach z legalizacji marihuany. Raportem Światowej Organizacji Zdrowia, który wskazuje na szereg medycznych zastosowań nikt się nie zainteresował. No, ale to zrozumiałe, my przecież wiemy lepiej, w końcu uczyliśmy Zachód jeść widelcami.

Mimo to, w moim naiwnym, idealistycznym światku istnieje przekonanie, że Uniwersytet powinien być autonomiczny, że powinien być źródłem rzetelnych i obiektywnych informacji, a nie tylko tanią salą na wynajem, gdzie wygłasza się opinie zgodne z tym, co ktoś chce usłyszeć. Może się mylę, ale raczej nie. Na kongresie wiceminister zdrowia, Jarosław Pinkas nazwał konopie “śmiertelnie groźnym narkotykiem”. Wyobrażam sobie, że dostał wtedy owację na stojąco.

Marihuana oczywiście śmiertelnie groźna nie jest. Od marihuany się nie umiera. Umiera się od alkoholu, nikotyny i substancji smolistych, czyli substancji które w ocenie wiceministra zdrowia narkotykami nie są. Jednak ta polska dyskusja o marihuanie wyznacza pewnego rodzaju “benchmark” – pokazuje gdzie my właściwie w Polsce w tym temacie jesteśmy. Na świecie kolejne kraje i stany USA dopuszczają leczenie konopiami, badają terapeutyczny potencjał psychodelików, a w Polsce nawet na uniwersytetach zamiast znaków zapytania stawia się wykrzykniki.

Żarty na bok, ale niestety w naszym społeczeństwie większość kluczowych osób u władzy jest przekonana, że wszystkie substancje, które nie są dostępne w legalnym obrocie są po prostu złe, groźne, niebezpieczne i uzależniające. Wszystkie. Te, które można kupić w monopolowym u Zenka na osiedlu, są spoko.

“Alkohol to nie narkotyk”

Istotną rolę w niezrozumieniu tematu polityki narkotykowej, nie tylko w rozumieniu pana wiceministra Pinkasa, ale wielu zwykłych osób w Polsce, jest zbiorowa iluzja, w którą większość Polaków niestety nieświadomie wpada – przekonanie, że alkohol to nie narkotyk. Prawda jest niewygodna: nie ma żadnych przesłanek, aby alkohol pod tę kategorię nie podchodził. Alkohol zmienia świadomość, można się od niego uzależnić i istnieje sporo związanych z nim ryzyk. Jeśli chodzi o skutki na zdrowiu to do tej dyscypliny alkohol może stanąć w szanki tylko z kokainą, heroiną i metamfetaminą. Obiektywnie mówiąc, wszystkie inne substancje są mniej groźne (co nie znaczy, że pozbawione ryzyk). Mimo to alkohol ma specjalny status. Nie mówię, że to jakaś tragedia, ale trzeba sobie z tego zdawać sprawę, bo to nic innego jak błąd poznawczy. Nazywanie wszystkich nielegalnych substancji narkotykami, przy równoczesnym twierdzeniu, że alkohol – ponieważ legalny – narkotykiem nie jest, to najzwyczajniej w świecie iluzja, w którą wygodnie jest wierzyć. Sam do alkoholu nic specjalnie nie mam, poza tym, że uważam, że to straszna nuda.

Harm caused by drugs.jpg

Grafika: Szkody wywołane przez substancje. Alkohol na podium z heroiną i crackiem.
źródło: badania prof. Davida Nutta, Imperial College Londyn

Nie możemy na równi stawiać substancji, która jest odpowiedzialna za ponad 3 miliony zgonów i 25% przestępstw rocznie (zgadza się, alkohol) z rośliną, której nadużywanie może skończyć się co najwyżej otyłością związaną z obżeraniem się pączkami na gastrofazie, lub – w najgorszym przypadku – deficytem uwagi i ospałością.

Konsekwencją niezrozumienia tego co jest czym, jest nieodpowiedzialna polityka władz naszego kraju. Zamiast edukować, wydajemy miliony na walkę z wiatrakami i ściganie “za jointa”. Odstraszamy, zamiast prowadzić przemyślane programy redukcji szkód. O możliwości stworzenia programów innowacyjnej terapii opartej na psychodelikach dla ludzi z PTSD (zespołem stresu pourazowego), alkoholików czy osób z depresją, nikt tu nawet nie myśli. To znaczy ja myślę, ale nie wiem czy to się liczy.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go lub zajrzyj na mojego YouTube’a!

Zwykły wpis

3 thoughts on “Świat bada potencjał psychodelików, tymczasem w Polsce…

  1. Deal pisze:

    Fajny tekst. Niestety nie rozumiem zupełnie ludzi, którzy piją alkohol i twierdzą, że inne używki są złe. Przecież to widać doskonale, a szczególnie w Polsce – dla mnie to znak ostrzegawczy – UWAGA IGNORANCJA!

    Polubione przez 1 osoba

  2. Mateusz Zatoń pisze:

    Bardzo trafnie, świetny tekst! Dobrze, że ktoś się w ogóle tym interesuje. Chciałbym móc wierzyć, że ktoś z mocą ustawodawczą też się na tym skupi…

    Polubione przez 1 osoba

  3. Marek pisze:

    Jak nie wiadomo o co chodzi – to chodzi o kasę. akcyza na alc. i tytoń usprawiedliwia byt substancji i przetworów. W przypadku psychodelików jest trochę trudniej utrzymać w ryzach rynek – a w szczególności użytkowników, Wolnomyśliciele nie pomagają aparatowi kontroli, a jeszcze mają swoje zdanie i niewygodne pytania zadają… Więc do ciurmy z nimi i napijmy się!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s